DO WSZYSTKICH CZYTELNIKÓW Z JAKIEGOKOLWIEK MOJEGO BLOGA! :
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Słuchajcie, wiecie, że was uwielbiam, zaznaczałam to już na pewno wiele razy, ale teraz to jestem wkurzona. I to na maksa.
Wyjaśnicie mi, jak to jest, że ja kombinuję jak koń pod górę, byleby tylko znaleźć chwilkę na napisanie rozdziału w przerwach w nauce, chociaż mogłabym w tym czasie sama odpocząć np. oglądając film czy czytając dalej ukochaną książkę, myślę codziennie (tak, codziennie) nad nowymi rozdziałami, nowymi scenami, albo udoskonalam wcześniej zaplanowane sceny, a ponad to na 3 z 5 blogów wymyślam coraz to nowe ciekawostki, projektuję na różne blogi nowe znaki, symbole (jak symbol Zdrajców na PoA, Znak Nerimich na POFE, symbol Karytów na PoA i Znak Omarium są w przygotowaniu podobnie jak znak Verisseta na TDH), a wy niczego nie doceniacie? Nie mówię, że macie mi dziękować, czynić pokłony czy coś,. Nie. Chodzi mi tylko o zwyczajny komentarz. Kilka zdań, czy proszę o tak wiele w ramach wynagrodzenia za kilkugodzinne, kilkudniowe albo czasami kilkutygodniowe pisanie rozdziału? "Było super, podobało mi się to i tamto" albo "Myślę to i to, ale dobra rada - popracuj nad tym wątkiem jeszcze, bo coś tam, coś tam..." - naprawdę proszę o tak wiele?
Dobrze wiecie, że kocham pisać, to moja pasja, moje życie, ale przez to zastanawiam się, czy to ma w ogóle sens. Może zawiesić? Bo czuję się, jakbym pisała tylko dla siebie albo dla max. 5 osób, a przecież wyświetlenia wskazują na co innego. Rozdziały mają średnio od 100 do ponad 300 wyświetleń [zależy jaki blog], wiec to chyba ciut za dużo jak na zwykłe kliknięcie w rozdział przez przypadek i szybkie wyjście. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Wyjaśnijcie mi też jak to jest, że rozdział wyświetliło no załóżmy te 200 osób, a skomentowało 5 zaledwie? No ludzie, proszę was! Wiem, że nie każdy ma konto na bloggerze, ale :
A. Zawsze można sobie założyć - to proste i darmowe.
B. W ustawieniach bogów mam, że można komentować anonimowo, czyli nie mając konta, ale wtedy proszę podpisywać się chociaż jakimś pseudonimem np. ABC, Emma, nawet kurde MC KABACZEK aka Melchior, jeśli macie taką ułańska fantazje.
C. Zawsze możecie do mnie napisać swoją opinię na facebooku albo na asku. Nie wstydźcie się, niektórzy już tak robili i nikogo nie zjadłam.
Ponadto na żadnym z blogów (oprócz tymczasowo PoA, ale to z pewnego powodu...) nie ma włączonej weryfikacji obrazkowej, więc piszecie kom, klikacie 'opublikuj' i ot cała filozofia.
Ludzie, czy naprawdę to dla was taki wysiłek?
A może rozdział naprawdę przeczytały tylko te cztery czy pięć osób? Jeśli tak, to chyba najlepiej będzie (jak mówiłam) zawiesić, bo i tak każdy ma w czterech literach moją pracę, to że się staram i poświęcam (może marnuję?) na to tyle czasu. Nadmieniam, że nawet przed samym testem gimnazjalnym pisałam, żeby waz nie zawieźć.
I proszę, nie wykręcajcie się tu szkołą, bo skoro mieliście czas przeczytać 10-stronnicowy rozdział, to macie czas też napisać te parę wyrazów w komentarzu.
Wcześniej nie stosowałam systemu : "Jak będzie 10 - 15 czy 20 komentarzy, to dopiero dodam kolejny rozdział", ale chyba czas się na to przerzucić. Jeśli zobaczę, że po mojej prośbie nadal macie to wszystko gdzieś, rozdziały będę wysyłała tylko na prywatnego maila osób, które zadają sobie ten trud, by skomentować np. Furt Sword, Elfik Elen, Zuzka M, Rebekah Mikkelson, Onnawen i tych kilku innych, których przepraszam, że nie wymieniłam.
NiE TRAKTUJCIE TEGO JAKO GROŹBĘ, BO TO ŻADNA GROŹBA. Jedynie zapowiedź.
Z poważaniem, Meridiane Falori (Sarikah Rossmary).
PS Ta wiadomość wstawiłam na wszystkie moje blogi. Tutaj rzecz tyczy się poprzednich rozdziałów. Nowy postaram się dodać niedługo, jeśli nie będzie odzewu z waszej strony. Chyba wiecie, co pozostanie mi zrobić.
CIEKAWE CZY CHOCIAŻ TO SKOMENTUJECIE :P :(
sobota, 13 września 2014
piątek, 5 września 2014
Blog godny polecenia
Cześć, chciałam wam dzisiaj polecić blog
mojego przyjaciela - Stephana Rose. Na razie jest tylko króciutki
prolog, ale wciągający. Przyznaję, ze mnie zainteresował, a trudno mnie
zainteresować ;) Zachęcam do zajrzenia chociażby z ciekawości i
poświęcania dosłownie 3 minut na przeczytanie prologu. I najlepiej
skomentowanie. Dopiero zaczyna, więc myślę, że komentarze byłyby
motywacją do dalszego pisania ;)
Oto opis :
Shadewoods
to opowiadanie o Sally młodej dziewce, która odkrywa na nowo świat,
który ją otacza. Poznaje barbarzyńską naturę ludzi, starożytną magię
wiedźm i zmysłową rozkosz jakiej dopiero zazna. Historia skupia się na
zapomnianych już dzisiaj inkwizycjach, przedstawionych trochę bardziej w
fantastyczny sposób.
Meridiane Falori,
PS Nowy rozdział u mnie postaram się napisać szybko, przepraszam za opóźnienia, ale szkoła... :/niedziela, 24 sierpnia 2014
Rozdział 7: Trudna rozmowa
Tego ranka obudziły mnie pierwsze promienie słońca, wlewające się do skrzydła szpitalnego przez kilka sięgających wysokiego sklepienia okien. Wszystko mnie bolało. Każde otarcie, każde zranienie. Czułam się podle po tym wszystkim, co się stało. Nadal nie mogłam się otrząsnąć. Rodzice odkąd tylko pamiętam przygotowywali mnie na takie sytuacje, ale teraz, gdy moje najgorsze koszmary stały się prawdą, nie łatwo było mi się uspokoić. Lecz mimo dręczącego mnie lęku, cieszyłam się, że uszliśmy z wczorajszego piekła z życiem. Naprawdę mieliśmy dużo szczęścia. Przynajmniej ja... Niestety Damon miał go nieco mniej... Przyrzekłam sobie, że zrobię wszystko, by pomóc mu uporać się z tym wszystkim. Wiedziałam, że i Ivanne pomoże. Dla niej też Damon był bardzo bliski.
- Śpisz jeszcze? - szepnęłam, odrzucając na bok sterylnie białą kołdrę szpitalną. Spojrzałam w prawo na leżącego na sąsiednim łóżku Damona.
- Nie śpię od jakiejś trzeciej w nocy - odpowiedział, obracając się twarzą do mnie. Był prawie tak samo blady jak pościel. Pod oczami miał sińce, na twarzy widoczne były liczne otarcia i zadrapania. Szyję Damona pani Pomfrey zabandażowała najlepiej, jak potrafiła. Na białym bandażu widziałam spore plamy od sczerniałej już krwi. - Jak się czujesz? - spytał, siląc się na uśmiech, który i tak wyszedł mu dosyć blado. A i jego zazwyczaj wesołe, błękitne oczy teraz przepełnione były głębokim smutkiem i rozżaleniem, którego starał się nie okazywać.
- To chyba ja powinnam zadać ci to pytanie. Ty z nas dwojga jesteś bardziej poszkodowany - powiedziałam, po czym wygramoliłam się z pościeli i powędrowałam do Damona. - Jak rana? - spytałam z troską, siadając w nogach jego łóżka. - Bardzo boli?
- Znośnie - mruknął Krukon, a jego dłoń mimowolnie powędrowała do szyi. Gdy tylko palce chłopaka dotknęły miejsca, w które został ugryziony, skrzywił się, ale nawet nie pisnął - Bardzo znośnie.
- Rozumiem... Emm... Damon?
- Tak?
- Śpisz jeszcze? - szepnęłam, odrzucając na bok sterylnie białą kołdrę szpitalną. Spojrzałam w prawo na leżącego na sąsiednim łóżku Damona.
- Nie śpię od jakiejś trzeciej w nocy - odpowiedział, obracając się twarzą do mnie. Był prawie tak samo blady jak pościel. Pod oczami miał sińce, na twarzy widoczne były liczne otarcia i zadrapania. Szyję Damona pani Pomfrey zabandażowała najlepiej, jak potrafiła. Na białym bandażu widziałam spore plamy od sczerniałej już krwi. - Jak się czujesz? - spytał, siląc się na uśmiech, który i tak wyszedł mu dosyć blado. A i jego zazwyczaj wesołe, błękitne oczy teraz przepełnione były głębokim smutkiem i rozżaleniem, którego starał się nie okazywać.
- To chyba ja powinnam zadać ci to pytanie. Ty z nas dwojga jesteś bardziej poszkodowany - powiedziałam, po czym wygramoliłam się z pościeli i powędrowałam do Damona. - Jak rana? - spytałam z troską, siadając w nogach jego łóżka. - Bardzo boli?
- Znośnie - mruknął Krukon, a jego dłoń mimowolnie powędrowała do szyi. Gdy tylko palce chłopaka dotknęły miejsca, w które został ugryziony, skrzywił się, ale nawet nie pisnął - Bardzo znośnie.
- Rozumiem... Emm... Damon?
- Tak?
środa, 6 sierpnia 2014
Rozdział 6: Pytania pozostawione bez odpowiedzi
Cisnęłam jakimś zaklęciem - nawet nie wiem jakim, to wszystko działo się tak szybko - i oślepiająco biała strużka światła trafiła wilkołaka między żebra. Z potężną siłą czar odepchnął go kilka stóp dalej; wpadł na drzewo i zsunął się z dzikim jękiem po korze. Wykorzystując jego chwilowe zamroczenie, podbiegłam do krwawiącego Damona. Był bardzo blady na twarzy. Z dużej rany na jego szyi brodziła krew. Na dziś dzień przypadała pełnia, więc bałam się, że Damon zaraz zacznie się zmieniać, ale, ku mojemu zaskoczeniu, nic takiego się nie wydarzyło. Przynajmniej nie jeszcze. To dziwne... Nie było opcji, żeby mój przyjaciel nie został zarażony likantropią, ale jednak się nie przemienił od razu po ugryzieniu... Och, skup się, Eleno! Nie czas teraz na to!
Wilkołak doszedł szybko do siebie. Niezgrabnie podniósł swoje wielkie cielsko z ziemi. Łypał teraz na mnie groźnie dzikimi, przekrwionymi, żółtymi ślepiami.
- Conjunctivitis! – (oślepia ofiarę; działa równie silnie na zwierzęta gruboskórne, tzn. smoki, trolle, olbrzymy) zawołałam, mierząc w bestię. Niestety w trakcie rzucania zaklęcia, wilkołak rzucił się w moją stronę. Odskoczyłam, żeby się ratować, w gruncie czego chybiłam. Potwór nie dawał za wygraną. Pobiegł z impetem na wysokie drzewo, łamiąc je w pół. Nie zdążyłam się odsunąć, upadłam przygnieciona wielkim konarem. Wściekły stwór rzucił się na mnie i teraz byłam dodatkowo przygwożdżona do ziemi jeszcze jego cielskiem. Tylko pozazdrościć sytuacji! Myśl, Eleno, myśl! - poleciłam sobie w duchu.
- Depulso – (odpycha przedmioty od siebie) wyszeptałam, z trudem łapiąc powietrze. Drzewo z impetem poderwało w powietrze. Wilkołak pchnięty konarem przeleciał z cztery stopy do przodu. Leżał teraz lekko oszołomiony. Z jego pyska ściekała żółtawa ślina. Z niemałym trudem powstrzymałam odruch wymiotny.
czwartek, 24 lipca 2014
Kartoteka Filcha
Spisa opowiadań potterowskich tutaj, proszę --->
http://kartoteka-filcha.blogspot.com/
http://kartoteka-filcha.blogspot.com/
środa, 23 lipca 2014
Rozdział 5 : Wilkołak
- Nie wiedziałem, że chcesz grać w Quidditcha... Myślałem, że wolisz kibicować – uśmiechnął się Ced, podchodząc bliżej.
środa, 2 lipca 2014
Rozdział 4 : Jednego Krukona mniej
Kiedy się obudziłam, wszystkie moje współlokatorki jeszcze
spały, a był to wielce ciekawy widok. Ivanne gadała przez sen: „Scott, och Scott!
Nie przy ludziach…” – nie chcę wiedzieć, co jej się śniło, Miranda Rose robiła
sobie koślawo makijaż przez sen (ach ci lunatycy!), Patricie Nevers miała
koszmary, więc jej najlepsza przyjaciółka, Lana Farah, użyczyła jej łóżko na
jedną noc i spały teraz jedna na jednej połowie, druga na drugiej i tylko
kopały się przez sen, próbując zepchnąć siebie nawzajem . Miałam niezły ubaw.
Paplanie Ivanne uniemożliwiało mi dalsze spanie, więc korzystając z wolnej łazienki,
poszłam upodobnić się do ludzi, a ponieważ nie należałam do dziewczyn, które bez
makijażu nie wyjdą z dormitorium, szybko się uwinęłam. Blond włosy związałam w
warkocz i przerzuciłam przez prawe ramię, po czym szybko włożyłam na siebie czarną szatę z herbem Ravenclaw i krawacik.
Było jeszcze wcześnie, a dziewczyny wciąż spały, więc sięgnęłam po moją
ulubioną książkę Magiczny związek z istotą niemagiczną, czarownicy Katlynn
Burns. Rozkoszowałam się tak chwilą, którą miałam tylko dla siebie, kiedy nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Westchnęłam ciężko i odłożyłam książkę na stolik nocny, po czym poszłam otworzyć.- Cześć, Isobel - przywitałam się z wysoką brunetką z mojego roku, stojącą w progu. - O co chodzi?
- Eleno, Damon czeka na dole. Prosił, żebym ci przekazała, że musisz szybko zejść na dół... - powiedział, uśmiechając się delikatnie. - No to tyle. Do zobaczenia na śniadaniu - wzruszyła ramionami i zbiegła po schodach. Cicho zamknęłam za sobą drzwi i udałam się do Pokoju Wspólnego. Damon nie mógł sam wejść do nas ani do żadnej innej sypialni dziewczyn, ponieważ uniemożliwiały to czary. Rowena Ravenclaw i trójka pozostałych założycieli zaczarowała kiedyś wszystkie dormitoria w ten sposób, żeby chłopcy nie mogli chodzić do pokoi dziewczynek. Nie wiem, czy podejrzewali, że mogło by się to źle skończyć, czy co, ale tak już zostało. Żeby było śmieszniej dziewczyny do chłopków już mogły... Podobno to dlatego, że Rowena uznawała "płeć piękną" za bardziej godną zaufania.
- Mam nadzieję, że masz ważny powód, żeby przerywać mi czytanie - rzuciłam przekornie, uśmiechając się przyjaźnie do Damona. Chłopak siedział na starym fotelu jak na szpilkach, był bardzo blady i sprawiał wrażenie znerwicowanego. Kiedy tylko mnie zobaczył, od razu poderwał się z miejsca.
- Eleno, musimy porozmawiać – oznajmił z pełną powagą.
- No słucham. Co takiego się znów stało? – spytałam, opadając ciężko na podłużną sofę, wyściełaną niebieskim aksamitem.
- Philip Jeffrey zniknął! Nie wrócił na noc! – wyjaśnił
zaaferowany Damon.
- Czekaj… Jak to zniknął? – zaniepokoiłam się, tym bardziej
wiedząc, że Philip nie jest typem chłopaka szwendającego się nocami po zamku i
niewracającego na noc. To raczej grzeczny chłopiec, który o dwudziestej już leży w łóżku. – Myślmy racjonalnie. Kiedy go ostatnio widziałeś?
-
A wiec tak… Wczoraj w czasie lunchu przechodziliśmy się
razem po błoniach. Philip chciał, abym doradził mu w sprawach sercowych… No wiesz.. I
wtedy
podeszła do nas Lexi Whiteford, siostra Cedrica, i spytała, czy może zamienić z nim słówko.
Philip
odpowiedział, że tak i oddalili się, no a ja wróciłem do zamku.
Potem nie wrócił już na lekcje, ani do dormitorium… Myślałem, że może
zasiedział się w bibliotece, czytając podręcznik od od zaklęć, jak to ma w zwyczaju, i rano już będzie, więc położyłem się po prostu spać, nie czekając na niego, bo przecież nie jestem jego niańką. No ale rano go nie było-
opowiedział.
- Chwilka… Czy szedł może w stronę lasu? – spytałam nagle ożywiona.
- Tak, chyba tak… A co? – spytał, przyglądając się mi badawczo.Zaklęłam pod nosem. - Co jest, Eleno?
- Wczoraj, gdy w porze lunchu byłam z Cedricem w pobliżu
lasu, zdarzyło się coś dziwnego…
- Co takiego? – zapytał zaintrygowany.
- Nie wyśmiejesz mnie, jak ci to powiem?
- Nie, skąd taki pomysł? – spojrzał swoimi błękitnymi oczami
prosto w moje. - Czy kiedykolwiek cię wyśmiałem?
- No nie... - przyznałam cicho.
- Widzisz? Więc mów śmiało, bez krępacji.
- No nie... - przyznałam cicho.
- Widzisz? Więc mów śmiało, bez krępacji.
- Kiedy byłam tam z nim, rozpętała się burza. Ale to
nie była taka zwykła burza… Wyczułam w niej coś wrogiego… nadprzyrodzonego…
- Czarno-magicznego? – domyślił się.
- Tak! To znacz, że mi wierzysz? – spytałam z nadzieją.
- Oczywiście, jesteś córką aurorów, musisz być dobra w te
klocki – powiedział, kładąc mi rękę na ramieniu.Drgnęłam lekko.
- Nie zawsze… Jednak tym razem byłam pewna, to znaczy, jestem pewna… -
przełknęłam głośno ślinę. – Podejrzewam, że Philip nie zdążył wrócić na czas i
mógł dostać się w łapy tego czegoś lub raczej kogoś, kto wywołał tę burzę… -
po moich słowach. zapadła cisza, którą po chwili przerwałam ja sama, przypominając sobie o kimś nagle. –
A co z Lexi? Ona też zaginęła?
- Z tego co mi wiadomo to nie… - odparł Damon po chwili
namysłu.
- Dziwne…
- Nawet bardzo.
***
W sypialni zostałyśmy już tylko ja i Ivanne, która dopiero co się obudziła.
- Cześć, Elenooo – ziewnęła, przeciągając się sennie. – Wszystko w porządku?
– spytała, kiedy zobaczyła, że spaceruję nerwowo po pokoju
- Philip nie wrócił na noc – oznajmiłam rzeczowo.
- I co w tym dziwnego? Może był na nocnej schadzce z tą
swoją Puchonką, jak jej tam? Rosalyn Everbon? – Ivanne nie wyraziła tą informacją
większego zainteresowania.
- Philip? Poważnie? – uniosłam wysoko brwi w geście niedowierzania. – Nie chcę być nie miła, ale przecież Rosalyn nawet by na niego nie
spojrzała odkąd ma tego swojego Lucasa z szóstego roku... Wiesz, jaka ona jest. Leci tylko na starszych.
- W sumie masz rację… - przyznała, wywlekając się z łóżka.
- Mówię ci, coś musiało się stać. Damon jest tego samego
zdania.
- Eleno, czy ty czasem nie przesadzasz? Masz jakieś powody,
aby przypuszczać, że coś jest nie tak? – pytała. Nadszedł czas na uświadomienie i
jej odnośnie moich przeczuć.Opowiedziałam więc Iv wszystko to, co Damonowi.
- Jesteś całkowicie pewna, że to nie były zwykłe motylki w brzuchu na
myśl o Cedricu? – spytała Ivanne, wiecznie sceptycznie nastawiona
do moich przeczuć. Przyjaciółka uważała, że przez to, kim są moi rodzice, zaczynam świrować
jak Szalonooki Moody, którego niestety już nie ma wśród nas.
- A więc nie wierzysz mi, tak? – spytałam, odwracając się do
niej plecami. – Myślałam, że w choć tak ważnych sprawach, będę mogła liczyć na ciebie, Iv,, no ale cóż! Zbyt wiele oczekiwałam…
- Oj wierzę ci, wierzę – powiedziała, obejmując mnie po
siostrzanemu. – Już się tylko nie dąsaj. Po prostu nadal mam problem z tymi
magicznymi przeczuciami, bo ja takich nigdy nie miałam. To dlatego często mi w nie wierzyć... W dodatku nie wiem o
czarach i innych magicznych takich tam więcej, niż się tu nauczę, no bo od
kogo? Tak to jest jak tata jest mugolem, a mama unika rozmowy o magii w
domu.
- Dobra, wybaczam ci! Tylko nie bierz mnie na litość - zaśmiałam się.
- Wiedziałam! – pisnęła i objęła mnie mocniej.
- Tym razem – wykonałam gest, który znaczy „mam cię na oku”
i obie się roześmiałyśmy. – Okey, już dość, dusisz!
- Oj, przepraszam – powiedziała, po czym spojrzała na
zegarek – Czemu nie obudziłaś mnie wcześniej?! Nie wyrobię się! – zaczęła
lamentować. – Spóźnię się na śniadanie…
- To na co czekasz? Masz dwa wyjścia : zostać tu i biadolić
lub iść, ubrać się i biadolić po drodze do klasy. Pospiesz się, Damon czeka w salonie.
***
- Nareszcie! – mruknął Damon, czekając na nas. Teraz
w całym dormitorium byliśmy już tylko my.– Dłużej się nie dało?
- Oj, nie marudź Damon… - ziewnęła niewyspana Ivanne.
- Philip nadal nie wrócił? – spytałam, mając nadzieję, że
chłopak jednak znalazł drogę do dormitorium Ravenclaw.
- Nie – pokręcił przecząco głową. – Mam tylko nadzieję, że nic mu
się nie stało. Wiesz… gdyby to ktoś inny nie wrócił na noc, nie przejmowałby
się chyba nikt, ale każdy wie, że Philip jest za „grzeczny”, aby łamać regulamin. Zawsze bał się Filcha… - westchnął.
- Oby szybko się znalazł… - powiedziałam cicho. Coś tu ewidentnie było nie tak. Najpierw ta burza, teraz to...
Ruszyliśmy na śniadanie. Ku naszemu zdziwieniu, gdy weszliśmy do Wielkiej Sali, zobaczyliśmy profesora Blake’a, stojącego przy mównicy. To dziwne, ponieważ nigdy nie przemawiał podczas śniadania. Szybko zajęliśmy miejsca przy stole Ravenclaw, po czym odwróciłam się do Sophie Rose, siedzącej obok dziewczyny, również z piątego roku.
Ruszyliśmy na śniadanie. Ku naszemu zdziwieniu, gdy weszliśmy do Wielkiej Sali, zobaczyliśmy profesora Blake’a, stojącego przy mównicy. To dziwne, ponieważ nigdy nie przemawiał podczas śniadania. Szybko zajęliśmy miejsca przy stole Ravenclaw, po czym odwróciłam się do Sophie Rose, siedzącej obok dziewczyny, również z piątego roku.
- Wiesz może o co chodzi? Przecież nikt nie wygłasza
przemówień i ogłoszeń tak rano…
- Może chodzi o to, że Philip zniknął… - odpowiedziała,
wzruszając ramionami. Widać nie tylko my zauważyliśmy jego nieobecność, z tą
różnicą, że nas to interesowało, a Sophie sprawiała wrażenie osoby, którą
obchodzi to tyle co zeszłoroczny śnieg. Zaraz okazało się, że dziewczyna miała
rację, ponieważ profesor odkaszlnął teatralnie, by zwrócić na siebie uwagę, i powiedział:
- Drogie uczennice, drodzy uczniowie! Tym, którzy jeszcze
nie wiedzą, chcę powiedzieć, że wasz kolega, Philip Jeffrey zaginął – po sali
rozeszły się nerwowe poszeptywania i ogólne przejęcie. – Zarówno wy wiecie,
jaki i ja wiem, że to do prefekta Krukonów nie podobne. Mimo wszystko nie robiłbym takiego szumu w tej sprawie, gdyby nie pewien anonim, który został mi dziś rano podrzucony do gabinetu...I którego treści nie poznacie. Jeśli którekolwiek z was go zobaczy, niech natychmiast mi o tym powie. Mam
pewne podejrzenia odnośnie tego, co się z nim stało, lecz na razie jest zbyt
wcześnie, aby o tym mówić głośno. W tej chwili mogę wam powiedzieć tylko jedno:
uważajcie na siebie i nie wychodźcie wieczorami sami. To wszystko.
Smacznego! - zaczęliśmy jeść, a wielu
zaintrygowanych słowami dyrektora uczniów, spekulowało jeszcze długo odnośnie
tego, co mógł mieć na myśli profesor. My oczywiście też o tym rozmawialiśmy,
ale później, na osobności... Przez to wszystko całkowicie przeszedł mi apetyt na jedzenie. Nie była w stanie nic w siebie wepchać, tylko wypiłam szklankę soku dyniowego. Nic więcej. Ivanne, wciąż twierdząc, że "się odchudza", skapnęła tylko trochę dyniowych pasztecików. Damon natomiast miał na talerzu po trochę wszystkiego,
przez co już nawet nie można było rozróżnić, co jest czym. Cały Smith... Jemu apetyt zawsze dopisywał. W końcu nadszedł czas na sowią pocztę. Do Wielkiej Sali
wleciało chyba ze sto sów najróżniej upierzone. Do mnie podleciał moja ukochana
uszatka, Hermia, z małą paczką w dziobie. Upuściła mi ją na wyciągnięte
dłonie, po czym usiadła przede mną na stole i spojrzeniem dała mi znać, że
oczekuje „zapłaty”. Położyłam sobie przesyłkę na kolana i zajęłam się moim maleństwem.
- No masz, już masz – powiedziałam, podając jej kawałek chleba jedną ręką, a drugą głaszcząc po główce. Hermia zahuczała zadowolona, po czym wzbiła się w powietrze i odleciała do sowiarnii. Zabrałam się za otwieranie paczki od
rodziców (bo kto inny mógł to przysłać?). W tym samym czasie przyleciały również sowy dla Damona i Ivanne.
- Co to za gazeta, Iv? – spytał chłopak, dobierając się do
swojej paczki z babeczkami domowej roboty. – Częstujcie się – powiedział,
podsuwając nam pudełeczko. To był jedyny plus pani Katheriny Smith - umiała doskonale piec.
- To, drogi Damonie, jest „Nastolatka”, moja ulubiony
magazyn – powiedział Ivanne, częstując się wypiekiem mamy przyjaciela.
- Jakieś babsko – mugolskie pisemko? – spytał, posyłając jej
zadziorny uśmiech i jednocześnie uchylając się przed „śmiercionośnym” ciosem "babsko – mugolskim pismem".
- Może i jest mugolskie, ale jakie ciekawe! Odkryłam je
będąc u wujka w Londynie, a co to za paczka, Eleno? – zainteresowała się Ivanne, posyłając
wciąż śmiejącemu się Damonowi lekkiego kuksańca w brzuch.
- Jaka paczka? Ach, to – zaczęłam, wyrwana z zamyślenia. –
Nie otworzyłam jej jeszcze do końca, czekaj…
- powiedziałam, rozrywając kawałek papieru, w który owinięta była
jej zawartość. – To jakiś list i … naszyjnik? – zdziwiłam się. Zaczęłam obracać między palcami
srebrne, wysadzane niebieskimi klejnocikami cudeńko. Zdawał się być
bardzo stary, lecz nadal piękny. – Jestem w szoku, przez całe cztery lata nauki
rodzice nie przysyłali mi nigdy biżuterii, nawet na urodziny. No może raz kiedyś na Gwiazdkę, ale to się
chyba nie liczy, bo to był jakiś aurorski gadżet…
- Może to też jakiś „aurorski gadżet”? – podsunął Damon, spoglądając z zaciekawieniem na naszyjnik.
- Wygląda raczej niewinnie… Ale jest śliczny! – oznajmiłam,
nakładając go na szyję.
- Wygląda jak stworzony specjalnie dla ciebie. Wyglądasz w nim pięknie,
nawet te klejnociki są w kolorze twoich oczu. Rodzice się postarali –
zachwycała się Ivanne. Uśmiechnęłam się do niej, po czym otworzyłam dołączoną do wisiorka kopertę i zaczęłam czytać:
„Droga Eleno!
Być może ta wiadomość okaże ci się dziwna, ponieważ tam, w
Hogwarcie zapewne wszystko wydaje się być w porządku, lecz niestety są to złudne
odczucia. Ja i twój tata dostaliśmy właśnie wiadomość, że Neymar Berrge znów jest
na wolności. Wiarygodne źródła donoszą, że może on kręcić się w okolicach
szkoły, chyba że już tam jest. Pamiętaj, iż jest on wielce niebezpiecznym,
parającym się czarną magią szaleńcem, który postawił sobie za cel zlikwidować
każdego, kto jest mu przeszkodą na drodze do celu. Gdyby coś podejrzanego
miało miejsce w Hogwarcie, od razu wyślij nam sowę.
Mama
PS Powierzam ci amulet
florijski. Używaj go mądrze i zawsze miej przy sobie.”
- Co to amulet florijski? – spytała, zaglądająca mi przez
ramię Ivanne.
- Sama nie wiem… - odparłam.
- Ja wiem – zaczął Damon, a my wbiłyśmy w niego zaciekawione
spojrzenia. – To taki medalion, który ochrania właściciela przed czarno
magicznymi zaklęciami. Ale ma też inne zastosowanie… Dzięki niemu możesz
zmienić się w dowolną osobę, na jak długo chcesz – wytłumaczył, nie przestając
jeść.
- To trochę jak
eliksir wieloskokowy, nie? - spytała
Ivanne.
- Nie do końca. Eliksir wieloskokowy bardzo długo się waży,
działa tylko godzinę, a do jego stworzenia potrzebna jest cząstka tego, w kogo
chcemy się zmienić, a posiadacz amuletu florijskiego może się przemienić w
dowolnej chwili i na dowolny okres czasu – wyjaśnił Damon. Jego błękitne oczy lśniły ekscytacją. - Tylko pomyśl, do czego możesz go wykorzystać...
- No nieźle – stwierdziłam, popijając sok. - Może się przydać, jak znów będę podkradała coś Slughornowi.
- Witaj, piękna – odezwał się nagle jakiś męski głos za moimi
plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego od ucha do uch Cedrica.
- Cześć – przywitałam się, odwzajemniając natychmiast uśmiech. – Czemu nie siedzisz z resztą?
- Bo chciałem cię zobaczyć – odparł czarująco. – Hej! –
przywitał się z Ivanne i Damonem.
- Cześć – odpowiedzieli chórem, z tą różnicą, że głos Ivanne
był pewien entuzjazmu, a Damona raczej mrukliwy. Chyba nie przepadał za Cedricem…
- O, słodki jesteś. Siadaj do nas, jest tu trochę miejsca – zaproponowałam.
- Jeśli twoi przyjaciele nie mają nic przeciwko, to chętnie… - w tym
momencie spojrzał na Ivanne i Damona w oczekiwaniu na przyzwolenie.
- Jasne… Siadaj – rzucił Damon i nawet posłał Cedricowi słaby
uśmiech. Bo to chyba miał być uśmiech... Tak czy inaczej, Smith teraz wyglądał bardziej, jakby coś go bolało, niż jakby rzeczywiście cieszył się na widok Ceda. Co jak co, ale marny z niego aktor.
- Dzięki – usiadł między mną a Ivanne, po czym objął mnie
ramieniem i pocałował w policzek. Jeny... Ced naprawdę wziął sobie do serca naszą wczorajszą rozmowę o flirtowaniu. Poczułam motylki w brzuchu. Cedric szepnął mi coś do ucha. Zachichotałam, a Damon wywrócił oczami. –
Jaki piękny wisior, pasuje do ciebie – pochwalił nagle Cedric.
- Dziękuję, też mi się podoba – odpowiedziałam, uśmiechając
się. Mój przyjaciel wstał nagle od stołu i bez słowa odszedł w stronę drzwi.
- Co go ugryzło? – spytał Cedric, odprowadzając go ciekawskim spojrzeniem.
- No właśnie, o co mu chodzi? Może ty wiesz, Ivanne?
- Będzie lepiej, jeśli ty go o to spytasz – stwierdziła,
rzucając mi wymowne spojrzenie. – Ja też już się najadłam… Do zobaczenia na
lekcjach – pożegnała się i pobiegła za Damonem.
Meridiane Falori ^^^
Jak wam się podobało? Wiem, słabe, ale obiecuję, potem będzie lepiej ;) Słowo Ślizgonki :D
PS Nowego rozdziału możecie się spodziewac za 2 - 3 tygodnie, bo wyjeżdżam ;*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
