środa, 11 lutego 2015

Meridiane Falori - fanpage już na Fb :)


Witam i na wstępie przepraszam, że tym razem to nie rozdział. Ale one też w krótce będą, więc nic straconego :)
Chciałam was poprosić i zachęcić jednocześnie na polubienia mojej strony na Facebooku :)
Zdaję sobie sprawę, że większość z was fejsa ma i cóż... cześć z was, drodzy czytelnicy, komentuje, obserwuje mojego bloga/moje blogi, ale znaczna większość nie i... kurcze, skoro już tak się uparliście, żeby nie komentować ( co mnie bardzo smuci :( ), to chociaż zalakujcie moją stronkę, żebym wiedziała, ile was jest :) Ile osób czyta moje wypociny. Proszę, to dla mnie ważne ;)
Mam nadzieję, ze mogę na was liczyć ^^^


PS Skoro już jesteśmy w temacie lajkowania... byłabym wdzięczna, gdybyście polubili stronę fanowską zespołu przyjaciela mojej przyjaciółki xD Początkujący muzycy, ale już powoli doceniani w tym światku :)

Za góry dziękuję i pozdrawiam.
Do nast. rozdziału, Meridiane :)

poniedziałek, 5 stycznia 2015

UWAGA, OGŁOSZENIE PARAFIALNE !!!!!

OGŁOSZENIE PARAFIALNE !!! (mam złą wiadomość dla czytelników Ravenclaw ponad wszystko)
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Stało się tak, jak podejrzewałam, czyli, że przez liceum mam makabrycznie miało czasu na wszystko :/ Jest tyle nauki, że ledwo wyrabiam się z czymkolwiek (chodzi tu głownie o blogi, ale nie tylko). Do Czterech żywiołów i Prophecy of Alamer (które piszę już od roku) mam taki sentyment, że chyba tylko zagrożenie z czegoś odciągnęłoby mnie od nich raz na dobre, do Tajemnicy Dark High i Opowieści z Erithel też się przywiązałam... Ravu w zasadzie też, ale... postanowiłam, że będę musiała z czegoś zrezygnować, jeśli nie chcę zaniedbywać nauki, przyjaciół, rodziny i pozostałych historii. Z ciężkim sercem stwierdzam, że padło na Ravenclaw. Nie chcę zawieszać go całkowicie-całkowicie, bo też trochę serca włożyłam w tę opowieść i byłoby szkoda tak to zaprzepaścić, ale rozdziały będą dodawane teraz bardzo rzadko... Nie tak jak normalnie  czyli jeden na półtora/dwa tygodnie, tylko może jeden na miesiąc? Myślę, że tak byłoby najlepiej. Ja bym się trochę odciążyła i przy okazji nie zabierałabym wam prawa do poznania reszty historii, jeśli poznać ją chcecie. Po prostu... byście musieli trochę dłużej na ten blog czekać, ale zawsze można przecież czekanie umilać sobie czytaniem innego :)
Mam nadzieję, że się nie gniewacie i rozumiecie. Posiadanie 5 blogów naraz nigdy nie było mega łatwe jeśli chodzi o czas i wyrobienie się, ale teraz to już naprawdę ;(

~ Meridiane Falori

czwartek, 1 stycznia 2015

Uwaga !!!

Słuchajcie, a więc... jest pewna sprawa :D
Zapewne wiecie, że ten blog ma fanpage na facebooku i może nawet lajknęliście, ale... na 90 % ten fanpage nie będzie już "czynny" xD W zamian za to i za fp pozostałych blogów utworzona została wspólna stronka o nazwie Strefa Falori [kliknij tutaj] :3 Tak, wiem, nazwa najbanalniejsza z banalnych, ale póki co nie było innego pomysły. Tak czy inaczej, na tym wspólnym fanpage'u będą teraz zamieszczane ciekawostki, informacje o rozdziałach, gry, zabawy, zdjęcia, ogółem wszystko co się moich blogów tyczy ;) Zapraszam do lajkowania stronki, jeśli czytacie chociaż jedno z moich opowiadań :)
Pozdrawiam, Meridiane ^^

niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 12 : Mecz Ravenclaw - Slytherin

Wieczorem, tuż przed snem, korzystając z okazji, że pozostałe dziewczyny siedziały teraz w pokoju wspólnym, bawiąc się we flirty z Eddim i jego kolegami, opowiedziałam Ivanne o całej tej sytuacji. Powiedziałam, po co Blake i Meriney wołali nas do skrzydła szpitalnego, o tym, czego dowiedzieliśmy się od Philla już na miejscu, a także o tym, że nie potrafiłam namówić Damona na zgodzenie się na dyrektorską ochronę. Tak jak przewidziałam, chwilę po naszej rozmowie na błoniach, znalazł nas, gdy wracaliśmy z powrotem do dormitorium, i zaproponował swoją pomoc. Ja się zgodziłam, ale Damon nie. Stanowczo odmówił, pomimo nalegań mężczyzny. Ja już nawet nie próbowałam odwoływać się do jego rozumu. Wiedziałam, że Smith już nie zmieni zdania, przynajmniej dopóki nie wydarzy się coś naprawdę strasznego, co uzmysłowiłoby mu ogrom zagrożenia. Ivanne nawet nie zdawała się być zdumiona postawą naszego przyjaciela. Wydaje mi się, że dużo lepiej potrafiła się wczuć w jego sytuację i postawić na jego miejscu, choć ja też się przecież starałam. Naprawdę. Szkoda tylko, że wyszło jak zawsze. Widząc, że atmosfera jest napięta, postanowiłam zmienić temat.

niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 11 : Potrzeba akceptacji

Chwilę po usłyszeniu rewelacji, które padły z ust Philipa, Damon bez słowa zerwał się z miejsca i wyszedł z sali, tupiąc przy tym donośnie. Philip jęknął, widząc jego rozjuszenie.
- Może nie powinienem był mu mówić wszystkiego na raz... Może to było za dużo... - rzucił jakby sam do siebie, spoglądając z przestrachem na drzwi, za którymi chwilę temu zniknął Smith.
- Nie przejmuj się, to nie twoja wina - bąknęłam trochę na odczepnego, po czym popędziłam za Damonem. Kiedy wybiegłam na korytarz, nie widziałam go nigdzie; byli tam tylko Blake z Merineyem. Rozmawiali o czymś szeptem. Kiedy tylko mnie zobaczyli, zamilkli. Wychowawca już otwierał usta, żeby coś do mnie powiedzieć, ale ja udałam, że tego nie widzę i popędziłam przed siebie. Kiedy wyszłam ze skrzydła szpitalnego, rozejrzałam się po holu z ruchomymi schodami, szukając na którychś z nich Smitha. Nie było to łatwe, bo wszędzie aż roiło się od ludzi, a do tego ten cały gwar, ale w końcu udało mi się go odnaleźć - stał na schodach lecących ku parterowi. Przepchnęłam jest przez tłum chichocących Ślizgonek, blokujących dojście do owych schodów. Jeśli dobrze usłyszałam, rzuciły za mną jakąś niewybredną uwagę o moim nietakcie (szczegół, że same nie miały go za grosz) i o, cytuję, moich grubych nogach (których nie miały jak zobaczyć spod szerokiej szaty, ale to także szczegół). Nawet nie chciało mi się im odpowiadać. Aż żal tracić tlen na wdawanie się w dyskusje z takimi ewolucyjnymi bublami. Kiedy Damon był już na miejscu, ja dopiero dojeżdżałam do pierwszego piętra. Wychyliłam się przez barierkę i zawołałam go po imieniu, ale on nie zareagował. Nie wiem czy nie słyszał, czy tylko udawał, w każdym razie nawet się nie rozejrzał. Kiedy moje nogi ustały na piętrze parterowym, on zdążył już zniknąć za wielkimi rzeźbionymi wrotami, stanowiącymi wyjście z holu. Szybko podbiegłam do drzwi i wyleciałam przez nie jak wystrzelona z procy. Rozejrzałam się po korytarzu, teraz pełnym uczniów wszystkich domów. Cholera. Przepadł jak kamień w wodę. Przysięgam, że kiedyś zamontuję mu jakiś czip, żebym mogła go namierzać przez GPS-a. No co? Tak będzie o wiele szybciej niż za pomocą zaklęcia tropiącego... Uczmy się od mugoli, czasem też miewają dobre pomysły.

Filmik promujący TDH

Cześć, przepraszam, że tym razem to nie rozdział ;)
Chciałam się z wami podzielić krótkim, bo 2 minutowym mniej więcej, filmikiem promującym (zwiastunem) mój inny blog - Tajemnicę Dark High. Nie wiem czy czytacie TDH, czy nie, ale zachęcam do poświęcenia tych 2 minutek ze swojego życia na obejrzenie go i powiedzenie mi, co o nim myślicie. Może niektórych zachęci, innych może nie, ale zależy mi na waszej opinii ;3 Ja osobiście jestem z niego bardzo zadowolona :D
* Zwisatun wykonała Natalia G, której bardzo za to dziękuję.


Do następnego rozdziału (który będzie niebawem),
wasza Meridiane Falori ^^^

piątek, 14 listopada 2014

Rozdział 10 : Dziedzictwo


Przed wejściem do sali chorych  zastaliśmy dyrektora Blake'a, rozmawiającego właśnie ściszonym głosem z profesorem Johnem Merineyem, nauczycielem numerologii, który przejął wychowawstwo nad domem Krukonów, kiedy profesor Flitwick stwierdził, że nie ma już siły użerać się z kolejnym rocznikiem niesfornej młodzieży. Obaj mężczyźni stanowili swoje całkowite przeciwieństwo. Dyrektor Blake, nordyckiej urody i dobrze zbudowany czterdziestolatek, całkowicie poświęcony swojej pracy i profesor Meriney o śniadej skórze, zadziwiająco ciemnych oczach i włosach, charakteryzujący się raczej luźnym i zdecydowanie mniej odpowiedzialnym podejściem do życia. Cechami wspólnymi tych dwojga były chyba tylko płeć i wiek, no może jeszcze zagraniczne pochodzenie, gdyż z tego co wiem, dyrektor przyjechał do nas aż z Finlandii, a Meriney miał podobno arabskie korzenie. A może tureckie... Nie jestem pewna. Mimo tego, że jeden był przeciwieństwem drugiego, naprawdę dobrze się dogadywali. Blake często radził się Merineya, gdy nie wiedział, co robić. Do końca lekcji już nie odważyłam się zagadać do Damona. Mijaliśmy się na korytarzach, udając, że się nie widzimy, a kiedy już musieliśmy siedzieć razem, bo Dam nie miał się gdzie przesiąść, milczeliśmy, rozsunięci na same skraje ławki. Tak, wiem, to dziecinne, ale Smith zaczął... Okay, to też mogło zabrzmieć ciut dziecinne, więc może już przejdę do meritum, żeby dalej się nie pogrążać.

Po ostatniej lekcji tego dnia - Opiece nad magicznymi stworzeniami z profesorem Hagridem - zirytowana tą sytuacją Ivanne chwyciła mnie pod ramię, a Damona pod drugie, nim ten zdążył dyskretnie się oddalić, i  przysunęła nas do siebie. Byłam zaskoczona, że tyle siły mieści w sobie takie chucherko jak ona, ale jak widać panienka Louis to rasowa "cicha woda", która brzegi rwie.
- No dobra, słuchaj jedna z drugim - zaczęła z irytacją, zakleszczając mocniej swoje smukłe palce na ramionach moich i Smitha.- Wysłuchałam obu stron i rozumiem obie strony, a teraz, chcecie, czy nie, pogodzicie się. Umowa jest taka: o wszystkim zapominacie dobrowolnie i znów jest wszytko super albo....
- Albo co? - odburknął Damon, starając się na mnie nie patrzeć, choć dzieliło nas od siebie zaledwie kilka centymetrów.
- Cóż... sądzę, że zaklęcie Obliviate powinno załatwić sprawę - odpowiedziała mu w tym samym tonie. Powiedziawszy to, Ivanne puściła nas i wyjęła z kieszeni szaty swoją różdżkę. Była długa, bo mierzyła aż dwadzieścia cali, i wykonana z jarzębiny. Jej rdzeń stanowiło włókno ze smoczego serca.- To jak, dzieciaczki? Godzicie się po dobroci czy może mam wam pomóc? - spytała z szelmowskim uśmiechem, obracając ją między palcami.
- Nie zrobisz tego - rzuciłam całkowicie poważnie, spoglądając ukradkowo na Damona. W tym samym czasie chłopak też na mnie zerkną, a gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały, oboje jak na zawołanie odwróciliśmy wzrok. 
- O, proszę was! - sapnęła Iv. - Poważnie? Myślałam, że zachowujecie się jak pierwszoroczni, ale się myliłam. Jest jeszcze gorzej.