Spisa opowiadań potterowskich tutaj, proszę --->
http://kartoteka-filcha.blogspot.com/
czwartek, 24 lipca 2014
środa, 23 lipca 2014
Rozdział 5 : Wilkołak
- Nie wiedziałem, że chcesz grać w Quidditcha... Myślałem, że wolisz kibicować – uśmiechnął się Ced, podchodząc bliżej.
środa, 2 lipca 2014
Rozdział 4 : Jednego Krukona mniej
Kiedy się obudziłam, wszystkie moje współlokatorki jeszcze
spały, a był to wielce ciekawy widok. Ivanne gadała przez sen: „Scott, och Scott!
Nie przy ludziach…” – nie chcę wiedzieć, co jej się śniło, Miranda Rose robiła
sobie koślawo makijaż przez sen (ach ci lunatycy!), Patricie Nevers miała
koszmary, więc jej najlepsza przyjaciółka, Lana Farah, użyczyła jej łóżko na
jedną noc i spały teraz jedna na jednej połowie, druga na drugiej i tylko
kopały się przez sen, próbując zepchnąć siebie nawzajem . Miałam niezły ubaw.
Paplanie Ivanne uniemożliwiało mi dalsze spanie, więc korzystając z wolnej łazienki,
poszłam upodobnić się do ludzi, a ponieważ nie należałam do dziewczyn, które bez
makijażu nie wyjdą z dormitorium, szybko się uwinęłam. Blond włosy związałam w
warkocz i przerzuciłam przez prawe ramię, po czym szybko włożyłam na siebie czarną szatę z herbem Ravenclaw i krawacik.
Było jeszcze wcześnie, a dziewczyny wciąż spały, więc sięgnęłam po moją
ulubioną książkę Magiczny związek z istotą niemagiczną, czarownicy Katlynn
Burns. Rozkoszowałam się tak chwilą, którą miałam tylko dla siebie, kiedy nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Westchnęłam ciężko i odłożyłam książkę na stolik nocny, po czym poszłam otworzyć.- Cześć, Isobel - przywitałam się z wysoką brunetką z mojego roku, stojącą w progu. - O co chodzi?
- Eleno, Damon czeka na dole. Prosił, żebym ci przekazała, że musisz szybko zejść na dół... - powiedział, uśmiechając się delikatnie. - No to tyle. Do zobaczenia na śniadaniu - wzruszyła ramionami i zbiegła po schodach. Cicho zamknęłam za sobą drzwi i udałam się do Pokoju Wspólnego. Damon nie mógł sam wejść do nas ani do żadnej innej sypialni dziewczyn, ponieważ uniemożliwiały to czary. Rowena Ravenclaw i trójka pozostałych założycieli zaczarowała kiedyś wszystkie dormitoria w ten sposób, żeby chłopcy nie mogli chodzić do pokoi dziewczynek. Nie wiem, czy podejrzewali, że mogło by się to źle skończyć, czy co, ale tak już zostało. Żeby było śmieszniej dziewczyny do chłopków już mogły... Podobno to dlatego, że Rowena uznawała "płeć piękną" za bardziej godną zaufania.
- Mam nadzieję, że masz ważny powód, żeby przerywać mi czytanie - rzuciłam przekornie, uśmiechając się przyjaźnie do Damona. Chłopak siedział na starym fotelu jak na szpilkach, był bardzo blady i sprawiał wrażenie znerwicowanego. Kiedy tylko mnie zobaczył, od razu poderwał się z miejsca.
- Eleno, musimy porozmawiać – oznajmił z pełną powagą.
- No słucham. Co takiego się znów stało? – spytałam, opadając ciężko na podłużną sofę, wyściełaną niebieskim aksamitem.
- Philip Jeffrey zniknął! Nie wrócił na noc! – wyjaśnił
zaaferowany Damon.
- Czekaj… Jak to zniknął? – zaniepokoiłam się, tym bardziej
wiedząc, że Philip nie jest typem chłopaka szwendającego się nocami po zamku i
niewracającego na noc. To raczej grzeczny chłopiec, który o dwudziestej już leży w łóżku. – Myślmy racjonalnie. Kiedy go ostatnio widziałeś?
-
A wiec tak… Wczoraj w czasie lunchu przechodziliśmy się
razem po błoniach. Philip chciał, abym doradził mu w sprawach sercowych… No wiesz.. I
wtedy
podeszła do nas Lexi Whiteford, siostra Cedrica, i spytała, czy może zamienić z nim słówko.
Philip
odpowiedział, że tak i oddalili się, no a ja wróciłem do zamku.
Potem nie wrócił już na lekcje, ani do dormitorium… Myślałem, że może
zasiedział się w bibliotece, czytając podręcznik od od zaklęć, jak to ma w zwyczaju, i rano już będzie, więc położyłem się po prostu spać, nie czekając na niego, bo przecież nie jestem jego niańką. No ale rano go nie było-
opowiedział.
- Chwilka… Czy szedł może w stronę lasu? – spytałam nagle ożywiona.
- Tak, chyba tak… A co? – spytał, przyglądając się mi badawczo.Zaklęłam pod nosem. - Co jest, Eleno?
- Wczoraj, gdy w porze lunchu byłam z Cedricem w pobliżu
lasu, zdarzyło się coś dziwnego…
- Co takiego? – zapytał zaintrygowany.
- Nie wyśmiejesz mnie, jak ci to powiem?
- Nie, skąd taki pomysł? – spojrzał swoimi błękitnymi oczami
prosto w moje. - Czy kiedykolwiek cię wyśmiałem?
- No nie... - przyznałam cicho.
- Widzisz? Więc mów śmiało, bez krępacji.
- No nie... - przyznałam cicho.
- Widzisz? Więc mów śmiało, bez krępacji.
- Kiedy byłam tam z nim, rozpętała się burza. Ale to
nie była taka zwykła burza… Wyczułam w niej coś wrogiego… nadprzyrodzonego…
- Czarno-magicznego? – domyślił się.
- Tak! To znacz, że mi wierzysz? – spytałam z nadzieją.
- Oczywiście, jesteś córką aurorów, musisz być dobra w te
klocki – powiedział, kładąc mi rękę na ramieniu.Drgnęłam lekko.
- Nie zawsze… Jednak tym razem byłam pewna, to znaczy, jestem pewna… -
przełknęłam głośno ślinę. – Podejrzewam, że Philip nie zdążył wrócić na czas i
mógł dostać się w łapy tego czegoś lub raczej kogoś, kto wywołał tę burzę… -
po moich słowach. zapadła cisza, którą po chwili przerwałam ja sama, przypominając sobie o kimś nagle. –
A co z Lexi? Ona też zaginęła?
- Z tego co mi wiadomo to nie… - odparł Damon po chwili
namysłu.
- Dziwne…
- Nawet bardzo.
***
W sypialni zostałyśmy już tylko ja i Ivanne, która dopiero co się obudziła.
- Cześć, Elenooo – ziewnęła, przeciągając się sennie. – Wszystko w porządku?
– spytała, kiedy zobaczyła, że spaceruję nerwowo po pokoju
- Philip nie wrócił na noc – oznajmiłam rzeczowo.
- I co w tym dziwnego? Może był na nocnej schadzce z tą
swoją Puchonką, jak jej tam? Rosalyn Everbon? – Ivanne nie wyraziła tą informacją
większego zainteresowania.
- Philip? Poważnie? – uniosłam wysoko brwi w geście niedowierzania. – Nie chcę być nie miła, ale przecież Rosalyn nawet by na niego nie
spojrzała odkąd ma tego swojego Lucasa z szóstego roku... Wiesz, jaka ona jest. Leci tylko na starszych.
- W sumie masz rację… - przyznała, wywlekając się z łóżka.
- Mówię ci, coś musiało się stać. Damon jest tego samego
zdania.
- Eleno, czy ty czasem nie przesadzasz? Masz jakieś powody,
aby przypuszczać, że coś jest nie tak? – pytała. Nadszedł czas na uświadomienie i
jej odnośnie moich przeczuć.Opowiedziałam więc Iv wszystko to, co Damonowi.
- Jesteś całkowicie pewna, że to nie były zwykłe motylki w brzuchu na
myśl o Cedricu? – spytała Ivanne, wiecznie sceptycznie nastawiona
do moich przeczuć. Przyjaciółka uważała, że przez to, kim są moi rodzice, zaczynam świrować
jak Szalonooki Moody, którego niestety już nie ma wśród nas.
- A więc nie wierzysz mi, tak? – spytałam, odwracając się do
niej plecami. – Myślałam, że w choć tak ważnych sprawach, będę mogła liczyć na ciebie, Iv,, no ale cóż! Zbyt wiele oczekiwałam…
- Oj wierzę ci, wierzę – powiedziała, obejmując mnie po
siostrzanemu. – Już się tylko nie dąsaj. Po prostu nadal mam problem z tymi
magicznymi przeczuciami, bo ja takich nigdy nie miałam. To dlatego często mi w nie wierzyć... W dodatku nie wiem o
czarach i innych magicznych takich tam więcej, niż się tu nauczę, no bo od
kogo? Tak to jest jak tata jest mugolem, a mama unika rozmowy o magii w
domu.
- Dobra, wybaczam ci! Tylko nie bierz mnie na litość - zaśmiałam się.
- Wiedziałam! – pisnęła i objęła mnie mocniej.
- Tym razem – wykonałam gest, który znaczy „mam cię na oku”
i obie się roześmiałyśmy. – Okey, już dość, dusisz!
- Oj, przepraszam – powiedziała, po czym spojrzała na
zegarek – Czemu nie obudziłaś mnie wcześniej?! Nie wyrobię się! – zaczęła
lamentować. – Spóźnię się na śniadanie…
- To na co czekasz? Masz dwa wyjścia : zostać tu i biadolić
lub iść, ubrać się i biadolić po drodze do klasy. Pospiesz się, Damon czeka w salonie.
***
- Nareszcie! – mruknął Damon, czekając na nas. Teraz
w całym dormitorium byliśmy już tylko my.– Dłużej się nie dało?
- Oj, nie marudź Damon… - ziewnęła niewyspana Ivanne.
- Philip nadal nie wrócił? – spytałam, mając nadzieję, że
chłopak jednak znalazł drogę do dormitorium Ravenclaw.
- Nie – pokręcił przecząco głową. – Mam tylko nadzieję, że nic mu
się nie stało. Wiesz… gdyby to ktoś inny nie wrócił na noc, nie przejmowałby
się chyba nikt, ale każdy wie, że Philip jest za „grzeczny”, aby łamać regulamin. Zawsze bał się Filcha… - westchnął.
- Oby szybko się znalazł… - powiedziałam cicho. Coś tu ewidentnie było nie tak. Najpierw ta burza, teraz to...
Ruszyliśmy na śniadanie. Ku naszemu zdziwieniu, gdy weszliśmy do Wielkiej Sali, zobaczyliśmy profesora Blake’a, stojącego przy mównicy. To dziwne, ponieważ nigdy nie przemawiał podczas śniadania. Szybko zajęliśmy miejsca przy stole Ravenclaw, po czym odwróciłam się do Sophie Rose, siedzącej obok dziewczyny, również z piątego roku.
Ruszyliśmy na śniadanie. Ku naszemu zdziwieniu, gdy weszliśmy do Wielkiej Sali, zobaczyliśmy profesora Blake’a, stojącego przy mównicy. To dziwne, ponieważ nigdy nie przemawiał podczas śniadania. Szybko zajęliśmy miejsca przy stole Ravenclaw, po czym odwróciłam się do Sophie Rose, siedzącej obok dziewczyny, również z piątego roku.
- Wiesz może o co chodzi? Przecież nikt nie wygłasza
przemówień i ogłoszeń tak rano…
- Może chodzi o to, że Philip zniknął… - odpowiedziała,
wzruszając ramionami. Widać nie tylko my zauważyliśmy jego nieobecność, z tą
różnicą, że nas to interesowało, a Sophie sprawiała wrażenie osoby, którą
obchodzi to tyle co zeszłoroczny śnieg. Zaraz okazało się, że dziewczyna miała
rację, ponieważ profesor odkaszlnął teatralnie, by zwrócić na siebie uwagę, i powiedział:
- Drogie uczennice, drodzy uczniowie! Tym, którzy jeszcze
nie wiedzą, chcę powiedzieć, że wasz kolega, Philip Jeffrey zaginął – po sali
rozeszły się nerwowe poszeptywania i ogólne przejęcie. – Zarówno wy wiecie,
jaki i ja wiem, że to do prefekta Krukonów nie podobne. Mimo wszystko nie robiłbym takiego szumu w tej sprawie, gdyby nie pewien anonim, który został mi dziś rano podrzucony do gabinetu...I którego treści nie poznacie. Jeśli którekolwiek z was go zobaczy, niech natychmiast mi o tym powie. Mam
pewne podejrzenia odnośnie tego, co się z nim stało, lecz na razie jest zbyt
wcześnie, aby o tym mówić głośno. W tej chwili mogę wam powiedzieć tylko jedno:
uważajcie na siebie i nie wychodźcie wieczorami sami. To wszystko.
Smacznego! - zaczęliśmy jeść, a wielu
zaintrygowanych słowami dyrektora uczniów, spekulowało jeszcze długo odnośnie
tego, co mógł mieć na myśli profesor. My oczywiście też o tym rozmawialiśmy,
ale później, na osobności... Przez to wszystko całkowicie przeszedł mi apetyt na jedzenie. Nie była w stanie nic w siebie wepchać, tylko wypiłam szklankę soku dyniowego. Nic więcej. Ivanne, wciąż twierdząc, że "się odchudza", skapnęła tylko trochę dyniowych pasztecików. Damon natomiast miał na talerzu po trochę wszystkiego,
przez co już nawet nie można było rozróżnić, co jest czym. Cały Smith... Jemu apetyt zawsze dopisywał. W końcu nadszedł czas na sowią pocztę. Do Wielkiej Sali
wleciało chyba ze sto sów najróżniej upierzone. Do mnie podleciał moja ukochana
uszatka, Hermia, z małą paczką w dziobie. Upuściła mi ją na wyciągnięte
dłonie, po czym usiadła przede mną na stole i spojrzeniem dała mi znać, że
oczekuje „zapłaty”. Położyłam sobie przesyłkę na kolana i zajęłam się moim maleństwem.
- No masz, już masz – powiedziałam, podając jej kawałek chleba jedną ręką, a drugą głaszcząc po główce. Hermia zahuczała zadowolona, po czym wzbiła się w powietrze i odleciała do sowiarnii. Zabrałam się za otwieranie paczki od
rodziców (bo kto inny mógł to przysłać?). W tym samym czasie przyleciały również sowy dla Damona i Ivanne.
- Co to za gazeta, Iv? – spytał chłopak, dobierając się do
swojej paczki z babeczkami domowej roboty. – Częstujcie się – powiedział,
podsuwając nam pudełeczko. To był jedyny plus pani Katheriny Smith - umiała doskonale piec.
- To, drogi Damonie, jest „Nastolatka”, moja ulubiony
magazyn – powiedział Ivanne, częstując się wypiekiem mamy przyjaciela.
- Jakieś babsko – mugolskie pisemko? – spytał, posyłając jej
zadziorny uśmiech i jednocześnie uchylając się przed „śmiercionośnym” ciosem "babsko – mugolskim pismem".
- Może i jest mugolskie, ale jakie ciekawe! Odkryłam je
będąc u wujka w Londynie, a co to za paczka, Eleno? – zainteresowała się Ivanne, posyłając
wciąż śmiejącemu się Damonowi lekkiego kuksańca w brzuch.
- Jaka paczka? Ach, to – zaczęłam, wyrwana z zamyślenia. –
Nie otworzyłam jej jeszcze do końca, czekaj…
- powiedziałam, rozrywając kawałek papieru, w który owinięta była
jej zawartość. – To jakiś list i … naszyjnik? – zdziwiłam się. Zaczęłam obracać między palcami
srebrne, wysadzane niebieskimi klejnocikami cudeńko. Zdawał się być
bardzo stary, lecz nadal piękny. – Jestem w szoku, przez całe cztery lata nauki
rodzice nie przysyłali mi nigdy biżuterii, nawet na urodziny. No może raz kiedyś na Gwiazdkę, ale to się
chyba nie liczy, bo to był jakiś aurorski gadżet…
- Może to też jakiś „aurorski gadżet”? – podsunął Damon, spoglądając z zaciekawieniem na naszyjnik.
- Wygląda raczej niewinnie… Ale jest śliczny! – oznajmiłam,
nakładając go na szyję.
- Wygląda jak stworzony specjalnie dla ciebie. Wyglądasz w nim pięknie,
nawet te klejnociki są w kolorze twoich oczu. Rodzice się postarali –
zachwycała się Ivanne. Uśmiechnęłam się do niej, po czym otworzyłam dołączoną do wisiorka kopertę i zaczęłam czytać:
„Droga Eleno!
Być może ta wiadomość okaże ci się dziwna, ponieważ tam, w
Hogwarcie zapewne wszystko wydaje się być w porządku, lecz niestety są to złudne
odczucia. Ja i twój tata dostaliśmy właśnie wiadomość, że Neymar Berrge znów jest
na wolności. Wiarygodne źródła donoszą, że może on kręcić się w okolicach
szkoły, chyba że już tam jest. Pamiętaj, iż jest on wielce niebezpiecznym,
parającym się czarną magią szaleńcem, który postawił sobie za cel zlikwidować
każdego, kto jest mu przeszkodą na drodze do celu. Gdyby coś podejrzanego
miało miejsce w Hogwarcie, od razu wyślij nam sowę.
Mama
PS Powierzam ci amulet
florijski. Używaj go mądrze i zawsze miej przy sobie.”
- Co to amulet florijski? – spytała, zaglądająca mi przez
ramię Ivanne.
- Sama nie wiem… - odparłam.
- Ja wiem – zaczął Damon, a my wbiłyśmy w niego zaciekawione
spojrzenia. – To taki medalion, który ochrania właściciela przed czarno
magicznymi zaklęciami. Ale ma też inne zastosowanie… Dzięki niemu możesz
zmienić się w dowolną osobę, na jak długo chcesz – wytłumaczył, nie przestając
jeść.
- To trochę jak
eliksir wieloskokowy, nie? - spytała
Ivanne.
- Nie do końca. Eliksir wieloskokowy bardzo długo się waży,
działa tylko godzinę, a do jego stworzenia potrzebna jest cząstka tego, w kogo
chcemy się zmienić, a posiadacz amuletu florijskiego może się przemienić w
dowolnej chwili i na dowolny okres czasu – wyjaśnił Damon. Jego błękitne oczy lśniły ekscytacją. - Tylko pomyśl, do czego możesz go wykorzystać...
- No nieźle – stwierdziłam, popijając sok. - Może się przydać, jak znów będę podkradała coś Slughornowi.
- Witaj, piękna – odezwał się nagle jakiś męski głos za moimi
plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego od ucha do uch Cedrica.
- Cześć – przywitałam się, odwzajemniając natychmiast uśmiech. – Czemu nie siedzisz z resztą?
- Bo chciałem cię zobaczyć – odparł czarująco. – Hej! –
przywitał się z Ivanne i Damonem.
- Cześć – odpowiedzieli chórem, z tą różnicą, że głos Ivanne
był pewien entuzjazmu, a Damona raczej mrukliwy. Chyba nie przepadał za Cedricem…
- O, słodki jesteś. Siadaj do nas, jest tu trochę miejsca – zaproponowałam.
- Jeśli twoi przyjaciele nie mają nic przeciwko, to chętnie… - w tym
momencie spojrzał na Ivanne i Damona w oczekiwaniu na przyzwolenie.
- Jasne… Siadaj – rzucił Damon i nawet posłał Cedricowi słaby
uśmiech. Bo to chyba miał być uśmiech... Tak czy inaczej, Smith teraz wyglądał bardziej, jakby coś go bolało, niż jakby rzeczywiście cieszył się na widok Ceda. Co jak co, ale marny z niego aktor.
- Dzięki – usiadł między mną a Ivanne, po czym objął mnie
ramieniem i pocałował w policzek. Jeny... Ced naprawdę wziął sobie do serca naszą wczorajszą rozmowę o flirtowaniu. Poczułam motylki w brzuchu. Cedric szepnął mi coś do ucha. Zachichotałam, a Damon wywrócił oczami. –
Jaki piękny wisior, pasuje do ciebie – pochwalił nagle Cedric.
- Dziękuję, też mi się podoba – odpowiedziałam, uśmiechając
się. Mój przyjaciel wstał nagle od stołu i bez słowa odszedł w stronę drzwi.
- Co go ugryzło? – spytał Cedric, odprowadzając go ciekawskim spojrzeniem.
- No właśnie, o co mu chodzi? Może ty wiesz, Ivanne?
- Będzie lepiej, jeśli ty go o to spytasz – stwierdziła,
rzucając mi wymowne spojrzenie. – Ja też już się najadłam… Do zobaczenia na
lekcjach – pożegnała się i pobiegła za Damonem.
Meridiane Falori ^^^
Jak wam się podobało? Wiem, słabe, ale obiecuję, potem będzie lepiej ;) Słowo Ślizgonki :D
PS Nowego rozdziału możecie się spodziewac za 2 - 3 tygodnie, bo wyjeżdżam ;*
sobota, 28 czerwca 2014
Rozdział 3 : Cedric Whiteford
- Szybciej, Eleno! Dobrze wiesz, że jeśli
spóźnimy się na eliksiry, Slughorn da nam dodatkową pracę domową! Nie chcę
spędzić wieczoru, mieszając w kociołku – poganiała mnie Ivanne.
- No przecież już idę! Nie mogę pozwolić,
żeby Cedric Whiteford zobaczył mnie taką
potarganą! – odpowiedziałam, przeczesując pośpiesznie szczotką moje długie blond włosy. –
Gotowa!
- No nareszcie! Idziemy – zakomenderowała,
przestraszona wizją karnej pracy domowej przyjaciółka. Wyszłyśmy przez wielkie,
drewniane drzwi z pokoju wspólnego i zbiegłyśmy po schodach północnej wieży, w której to znajdował się salon Ravenclaw, rozwodząc się przy tym nad pięknymi oczami Cedrica.
- Mówię ci, nigdy nie widziałam
piękniejszych, zielonych oczu! – westchnęłam.
- Idealnie pasują do tej jego brązowej
czupryny! – zachwycała się Ivanne, wymachując kociołkiem, w którym miała podręcznik i różdżkę.
- I to jak! – przyznałam. – A tak zmieniając
temat, nie wiem czemu, aż tak przejmujesz się tymi eliksirami, to dopiero pierwszy dzień
szkoły, zaledwie wczoraj było rozpoczęcie roku, na pewno nic nam nie zada…
- No nie wiem, Eleno… Ty jakoś sobie
radzisz na lekcjach Slughorna, ale ja nie…
Eleno? Co to za uśmiech? Zawsze masz taki, kiedy coś kombinujesz…
- Słyszałam od Kate Pirsone, że wpadłaś w
oko Scottowi Kennediemu, wiesz temu wysportowanemu blondynowi od Gryfonów, bliźniakowi Cristal. Zawsze możesz go
poprosić o pomoc... – powiedziałam, uśmiechając się zadziornie. - Douczanie nie jest złe...
- Serio? – ożywiła się nagle Ivanne. Moja przyjaciółka uważała
Cedrica za nieziemsko przystojnego, ale to w Scotcie była zakochana po uszy. - Tak się
cieszę! - pisnęła, ciesząc się jak dziecko, niestety szybko spoważniała. - A co jeśli Kate żartowała? Może tak naprawdę nie jestem w jego typie… -
zaczęła desperować, wymachując nerwowo kociołkiem. W końcu rozkołysała go tak mocno, że wypadła jej z niego różdżka i
poturlała się po schodach, prowadzących do lochu. – O nie! – pisnęła Ivanne i pobiegła szybko za nią.
niedziela, 22 czerwca 2014
Rozdział 2 : Nowy rok czas zacząć
Gdy całą trójką przekroczyliśmy próg Wielkiej Sali, przywitał nas znajomy harmider. Głośnych rozmów i śmiechów uczniów, widzących się w znacznej większości po raz pierwszy od czerwca, zdawało się nie być końca. Każdy każdemu opowiadał w najdrobniejszych szczegółach, jak spędził wakacje i jakich
dziwnych mugoli spotkał w międzyczasie. Kiedy w końcu udało nam się przedrzeć przez tłum Puchonów, tarasujących przejście między stołami Hufflepuffu a Ravenclaw, już nic nie stało na przeszkodzie, żebyśmy mogli usiąść... no powiedzmy "spokojnie".
- Jak mi tego brakowało - mruknął Damon, krzywiąc się lekko od hałasu.
- Oj, nie narzekaj - Ivanne machnęła lekceważąco ręką. - Zachowujesz się jak dziadek - skarciła go po chwili ze śmiechem.
- Nie moja wina, że w moim domu zawsze panuje grobowa cisza, niczym w kostnicy - dosłownie i w przenośni - i jakoś jestem lekko nie przystosowany do tych wrzasków - odparł jej z krzywym uśmieszkiem Smith.
- Nie przesadzaj, na pewno nie jest tak źle... - rzuciłam w stronę Damona, posyłając jakby "pokrzepiający" uśmiech. Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że z nędznym efektem.
- Naprawdę? - chłopak uniósł wysoko brwi. - Kiedyś, gdy się pokłóciłem z rodzicami, przez tydzień nikt do nikogo się nie odzywał. Oni nie rozmawiali ze mną, ja z nimi, a potem i matka z ojcem wzajemnie przestali do siebie mówić, po tym jak całą noc kłócili się, kto mnie tak źle wychował -odparł, siląc się na nonszalancki ton. - Mam już ambitny plan, żeby wybudować sobie szałas na szkolnych błoniach, aby nie musieć już wracać do tego wariatkowa.
- Nie przejmuj się tym teraz - próbowałam go pocieszyć. - Przed tobą jeszcze jakieś dziesięć miesięcy spokoju. Nie myśl o tym teraz - nakryłam jego dłoń swoją i uśmiechnęłam się przyjaźnie. Damon odwzajemnił uśmiech, choć z początku niepewnie.
- Czekaj, dziesięć miesięcy? - Ivanne zmarszczyła brwi. - A co z przerwą świąteczną?
- Moja rodzina nie obchodzi świąt, więc ani ja, ani rodzice nie odczuwamy potrzeby, abym wracał do domu "w ten szczególny" dla wszystkich, tylko nie dla nas, czas - wyjaśnił jej chłopak. - Przecież przyjaźnimy się już tyle lat, mówiłem ci o tym!
- No wiesz... Zawsze mi to jakoś umykało... - odparła mu Ivanne, rumieniąc się aż po końcówki włosów.
- Jak byłaś zajęta Scottem, to się nie dziwię, że ci umknęło - mruknęłam cicho pod nosem, wymieniając z Damonem rozbawione spojrzenia.
dziwnych mugoli spotkał w międzyczasie. Kiedy w końcu udało nam się przedrzeć przez tłum Puchonów, tarasujących przejście między stołami Hufflepuffu a Ravenclaw, już nic nie stało na przeszkodzie, żebyśmy mogli usiąść... no powiedzmy "spokojnie".
- Jak mi tego brakowało - mruknął Damon, krzywiąc się lekko od hałasu.
- Oj, nie narzekaj - Ivanne machnęła lekceważąco ręką. - Zachowujesz się jak dziadek - skarciła go po chwili ze śmiechem.
- Nie moja wina, że w moim domu zawsze panuje grobowa cisza, niczym w kostnicy - dosłownie i w przenośni - i jakoś jestem lekko nie przystosowany do tych wrzasków - odparł jej z krzywym uśmieszkiem Smith.
- Nie przesadzaj, na pewno nie jest tak źle... - rzuciłam w stronę Damona, posyłając jakby "pokrzepiający" uśmiech. Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że z nędznym efektem.
- Naprawdę? - chłopak uniósł wysoko brwi. - Kiedyś, gdy się pokłóciłem z rodzicami, przez tydzień nikt do nikogo się nie odzywał. Oni nie rozmawiali ze mną, ja z nimi, a potem i matka z ojcem wzajemnie przestali do siebie mówić, po tym jak całą noc kłócili się, kto mnie tak źle wychował -odparł, siląc się na nonszalancki ton. - Mam już ambitny plan, żeby wybudować sobie szałas na szkolnych błoniach, aby nie musieć już wracać do tego wariatkowa.
- Nie przejmuj się tym teraz - próbowałam go pocieszyć. - Przed tobą jeszcze jakieś dziesięć miesięcy spokoju. Nie myśl o tym teraz - nakryłam jego dłoń swoją i uśmiechnęłam się przyjaźnie. Damon odwzajemnił uśmiech, choć z początku niepewnie.
- Czekaj, dziesięć miesięcy? - Ivanne zmarszczyła brwi. - A co z przerwą świąteczną?
- Moja rodzina nie obchodzi świąt, więc ani ja, ani rodzice nie odczuwamy potrzeby, abym wracał do domu "w ten szczególny" dla wszystkich, tylko nie dla nas, czas - wyjaśnił jej chłopak. - Przecież przyjaźnimy się już tyle lat, mówiłem ci o tym!
- No wiesz... Zawsze mi to jakoś umykało... - odparła mu Ivanne, rumieniąc się aż po końcówki włosów.
- Jak byłaś zajęta Scottem, to się nie dziwię, że ci umknęło - mruknęłam cicho pod nosem, wymieniając z Damonem rozbawione spojrzenia.
piątek, 20 czerwca 2014
FANPAGE CZTERECH ŻYWIOŁÓW JUŻ JEST NA FB
Witajcie, ponownie! :D
Zachęcam
do lajkowania fanowskiej strony czterech żywiołów ;) CIEKAWOSTKI,
ZDJĘCIA, INFORMACJE O ROZDZIAŁACH :) Jeśli lubicie czytać POFE i nie
wstydzicie się tego przed znajomymi, zachęcam do polubienia :)
FANPAGE TAJEMNICY DARK HIGH NA JUŻ FB
Witajcie, moi kochani! :DDD
Postanowiłam założyć stronę na facebooku dla czytników Tajemnicy Dark High.
Nie
zrobiłam tego, aby bawić się w jakiegoś fejma, ale żeby publikować tam
różne ciekawostki o bohaterach, których nie znajdziecie w rozdziałach,
dodatkowe zdjęcia, muzykę, informacje o rozdziałach. Będą tam także co
jakiś czas różne gry dla umilenia czasu. Zachęcam do lajkowania, jeśli czytacie TDH, chyba
że się wstydzicie przed znajomymi na fejsie hahaha No, widać, gdzie
trzeba kliknąć, żeby was na fanpage'a przeniosło :** [Kliknij tutaj]
Meridiane Falori
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
