czwartek, 24 lipca 2014

środa, 23 lipca 2014

Rozdział 5 : Wilkołak

W tym roku wcześniej niż zawsze zaczynały się nabory do drużyn Quidditcha. Nietypową sytuację stanowiło również to, że po raz pierwszy od niepamiętnych czasów trzeba było odnowa skompletować cały zespół. No prawie cały, bo słyszałam, że podobno jeden z ubiegłorocznych graczy został kapitanem. Tak, słyszałam to właśnie od tego kapitana. Alex nie byłby sobą, gdyby  mi się nie pochwalił swoim awansem. Reszta graczy albo pokończyła szkołę (większość drużyny stanowili 7-roczni), albo miała "za dużo na głowie" ( sumy i te sprawy) lub po prostu nie chcieli dłużej grać. Postanowiłam, że skoro rok temu nic z tego nie wyszło, będę uparta i spróbuję szczęścia w tym. Nie wiedzieć czemu, tym razem kwalifikacje odbywały się późnym wieczorem, dawno po zapadnięciu zmierzchu. Po kolacji wróciłam po swoją miotłę do dormitorium, Iskrę 3000, najnowszy model, i pomaszerowałam na boisko. Drogę oświetlały liczne latarnie. Zżerała mnie trema. Bo co jeśli coś mi nie wyjdzie? Spadnę z miotły, pomylę się, albo w inny sposób zbłaźnię przed innymi Krukonami? I przed Alexem? Jestem pewna, że gdybym zrobiła coś kompromitującego, kuzynek nie zapomniałby mi tego do... no nigdy by nie zapomniał. Zostały mi jeszcze dwa lata szkoły i jeśli zawalę, jeszcze przez dwa lata można mi to wypominać... Niezbyt pocieszająca perspektywa, no nie? Z zamyślenia, które mnie ogarnęło po drodze, wyrwał mnie dopiero znajomy głos. Odwróciłam się gwałtownie. Za mną stał Cedric Whiteford. Jego jasne włosy jak zwykle były w nieładzie, a cudne oczy lśniły w blasku latarni. Moje serce zabiło szybciej.
- Nie wiedziałem, że chcesz grać w Quidditcha... Myślałem, że wolisz kibicować – uśmiechnął się Ced, podchodząc bliżej. 


środa, 2 lipca 2014

Rozdział 4 : Jednego Krukona mniej

Kiedy się obudziłam, wszystkie moje współlokatorki jeszcze spały, a był to wielce ciekawy widok. Ivanne gadała przez sen: „Scott, och Scott! Nie przy ludziach…” – nie chcę wiedzieć, co jej się śniło, Miranda Rose robiła sobie koślawo makijaż przez sen (ach ci lunatycy!), Patricie Nevers miała koszmary, więc jej najlepsza przyjaciółka, Lana Farah, użyczyła jej łóżko na jedną noc i spały teraz jedna na jednej połowie, druga na drugiej i tylko kopały się przez sen, próbując zepchnąć siebie nawzajem . Miałam niezły ubaw. Paplanie Ivanne uniemożliwiało mi dalsze spanie, więc korzystając z wolnej łazienki, poszłam upodobnić się do ludzi, a ponieważ nie należałam do dziewczyn, które bez makijażu nie wyjdą z dormitorium, szybko się uwinęłam. Blond włosy związałam w warkocz i przerzuciłam przez prawe ramię, po czym szybko włożyłam na siebie czarną szatę z herbem Ravenclaw i krawacik. Było jeszcze wcześnie, a dziewczyny wciąż spały, więc sięgnęłam po moją ulubioną książkę Magiczny związek z istotą niemagiczną, czarownicy Katlynn Burns. Rozkoszowałam się tak chwilą, którą miałam tylko dla siebie, kiedy nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Westchnęłam ciężko i odłożyłam książkę na stolik nocny, po czym poszłam otworzyć.
- Cześć, Isobel - przywitałam się z wysoką brunetką z mojego roku, stojącą w progu. - O co chodzi?
- Eleno, Damon czeka na dole. Prosił, żebym ci przekazała, że musisz szybko zejść na dół... - powiedział, uśmiechając się delikatnie. - No to tyle. Do zobaczenia na śniadaniu - wzruszyła ramionami i zbiegła po schodach. Cicho zamknęłam za sobą drzwi i udałam się do Pokoju Wspólnego. Damon nie mógł sam wejść do nas ani do żadnej innej sypialni dziewczyn, ponieważ uniemożliwiały to czary. Rowena Ravenclaw i trójka pozostałych założycieli zaczarowała kiedyś wszystkie dormitoria w ten sposób, żeby chłopcy nie mogli chodzić do pokoi dziewczynek. Nie wiem, czy podejrzewali, że mogło by się to źle skończyć, czy co, ale tak już zostało. Żeby było śmieszniej dziewczyny do chłopków już mogły... Podobno to dlatego, że Rowena uznawała "płeć piękną" za bardziej godną zaufania.
- Mam nadzieję, że masz ważny powód, żeby przerywać mi czytanie - rzuciłam przekornie, uśmiechając się przyjaźnie do Damona. Chłopak siedział na starym fotelu jak na szpilkach, był bardzo blady i sprawiał wrażenie znerwicowanego. Kiedy tylko mnie zobaczył, od razu poderwał się z miejsca.
- Eleno, musimy porozmawiać – oznajmił z pełną powagą.
- No słucham. Co takiego się znów stało? – spytałam, opadając ciężko na podłużną sofę, wyściełaną niebieskim aksamitem.
- Philip Jeffrey zniknął! Nie wrócił na noc! – wyjaśnił zaaferowany Damon.
- Czekaj… Jak to zniknął? – zaniepokoiłam się, tym bardziej wiedząc, że Philip nie jest typem chłopaka szwendającego się nocami po zamku i niewracającego na noc. To raczej grzeczny chłopiec, który o dwudziestej już leży w łóżku.  – Myślmy racjonalnie. Kiedy go ostatnio widziałeś?
- A wiec tak… Wczoraj w czasie lunchu przechodziliśmy się razem po błoniach. Philip chciał, abym doradził mu w sprawach sercowych… No wiesz.. I wtedy podeszła do nas Lexi Whiteford, siostra Cedrica, i spytała, czy może zamienić z nim słówko. Philip odpowiedział, że tak i oddalili się, no a ja wróciłem do zamku. Potem nie wrócił już na lekcje, ani do dormitorium… Myślałem, że może zasiedział się w bibliotece, czytając podręcznik od od zaklęć, jak to ma w zwyczaju, i rano już będzie, więc położyłem się po prostu spać, nie czekając na niego, bo przecież nie jestem jego niańką. No ale rano go nie było- opowiedział.
- Chwilka… Czy szedł może w stronę lasu? – spytałam nagle ożywiona.
- Tak, chyba tak… A co? – spytał, przyglądając się mi badawczo.Zaklęłam pod nosem. - Co jest, Eleno?
- Wczoraj, gdy w porze lunchu byłam z Cedricem w pobliżu lasu, zdarzyło się coś dziwnego…
- Co takiego? – zapytał zaintrygowany.
- Nie wyśmiejesz mnie, jak ci to powiem?
- Nie, skąd taki pomysł? – spojrzał swoimi błękitnymi oczami prosto w moje. - Czy kiedykolwiek cię wyśmiałem?
- No nie... - przyznałam cicho.
- Widzisz? Więc mów śmiało, bez krępacji.
- Kiedy byłam tam z nim, rozpętała się burza. Ale to nie była taka zwykła burza… Wyczułam w niej coś wrogiego… nadprzyrodzonego…
- Czarno-magicznego? – domyślił się.
- Tak! To znacz, że mi wierzysz? – spytałam z nadzieją.
- Oczywiście, jesteś córką aurorów, musisz być dobra w te klocki – powiedział, kładąc mi rękę na ramieniu.Drgnęłam lekko.
- Nie zawsze… Jednak tym razem byłam pewna, to znaczy, jestem pewna… - przełknęłam głośno ślinę. – Podejrzewam, że Philip nie zdążył wrócić na czas i mógł dostać się w łapy tego czegoś lub raczej kogoś, kto wywołał tę burzę… - po moich słowach. zapadła cisza, którą po chwili przerwałam ja sama, przypominając sobie o kimś nagle. – A co z Lexi? Ona też zaginęła?
- Z tego co mi wiadomo to nie… - odparł Damon po chwili namysłu.
- Dziwne…
- Nawet bardzo.

 ***

W sypialni zostałyśmy już tylko ja i Ivanne, która dopiero co się obudziła.
- Cześć, Elenooo –  ziewnęła, przeciągając się sennie. – Wszystko w porządku? – spytała, kiedy zobaczyła, że spaceruję nerwowo po pokoju
- Philip nie wrócił na noc – oznajmiłam rzeczowo.
- I co w tym dziwnego? Może był na nocnej schadzce z tą swoją Puchonką, jak jej tam? Rosalyn Everbon? – Ivanne nie wyraziła tą informacją większego zainteresowania.
- Philip? Poważnie? – uniosłam wysoko brwi w geście niedowierzania. – Nie chcę być nie miła, ale przecież Rosalyn nawet by na niego nie spojrzała odkąd ma tego swojego Lucasa z szóstego roku... Wiesz, jaka ona jest. Leci tylko na starszych.
- W sumie masz rację… - przyznała, wywlekając się z łóżka.
- Mówię ci, coś musiało się stać. Damon jest tego samego zdania.
- Eleno, czy ty czasem nie przesadzasz? Masz jakieś powody, aby przypuszczać, że coś jest nie tak? – pytała. Nadszedł czas na uświadomienie i jej odnośnie moich przeczuć.Opowiedziałam więc Iv wszystko to, co Damonowi.
- Jesteś całkowicie pewna, że to nie były zwykłe motylki w brzuchu na myśl o Cedricu? – spytała Ivanne, wiecznie  sceptycznie nastawiona do moich przeczuć. Przyjaciółka uważała, że przez to, kim są moi rodzice, zaczynam świrować jak Szalonooki Moody, którego niestety już  nie ma wśród nas.
- A więc nie wierzysz mi, tak? – spytałam, odwracając się do niej plecami. – Myślałam, że w choć tak ważnych sprawach, będę mogła liczyć na ciebie, Iv,, no ale cóż! Zbyt wiele oczekiwałam…
- Oj wierzę ci, wierzę – powiedziała, obejmując mnie po siostrzanemu. – Już się tylko nie dąsaj. Po prostu nadal mam problem z tymi magicznymi przeczuciami, bo ja takich nigdy nie miałam. To dlatego często mi w nie wierzyć... W dodatku nie wiem o czarach i innych magicznych takich tam więcej, niż się tu nauczę, no bo od kogo? Tak to jest jak tata jest mugolem, a mama unika rozmowy o magii w domu.
- Dobra, wybaczam ci! Tylko nie bierz mnie na litość - zaśmiałam się.
- Wiedziałam! – pisnęła i objęła mnie mocniej.
- Tym razem – wykonałam gest, który znaczy „mam cię na oku” i obie się roześmiałyśmy. – Okey, już dość, dusisz!
- Oj, przepraszam – powiedziała, po czym spojrzała na zegarek – Czemu nie obudziłaś mnie wcześniej?! Nie wyrobię się! – zaczęła lamentować. – Spóźnię się na śniadanie…
- To na co czekasz? Masz dwa wyjścia : zostać tu i biadolić lub iść, ubrać się i biadolić po drodze do klasy. Pospiesz się, Damon czeka w salonie.

***
- Nareszcie! – mruknął Damon, czekając na nas. Teraz w  całym dormitorium byliśmy już tylko my.– Dłużej się nie dało?
- Oj, nie marudź Damon… - ziewnęła niewyspana Ivanne.
- Philip nadal nie wrócił? – spytałam, mając nadzieję, że chłopak jednak znalazł drogę do dormitorium Ravenclaw.
- Nie – pokręcił przecząco głową. – Mam tylko nadzieję, że nic mu się nie stało. Wiesz… gdyby to ktoś inny nie wrócił na noc, nie przejmowałby się chyba nikt, ale każdy wie, że Philip jest za „grzeczny”, aby łamać regulamin. Zawsze bał się Filcha… - westchnął.
- Oby szybko się znalazł…  - powiedziałam cicho. Coś tu ewidentnie było nie tak. Najpierw ta burza, teraz to...
 Ruszyliśmy na śniadanie. Ku naszemu zdziwieniu, gdy weszliśmy do Wielkiej Sali, zobaczyliśmy profesora Blake’a, stojącego przy mównicy. To dziwne, ponieważ nigdy nie przemawiał podczas śniadania. Szybko zajęliśmy miejsca przy stole Ravenclaw, po czym odwróciłam się do Sophie Rose, siedzącej obok dziewczyny, również z piątego roku.
- Wiesz może o co chodzi? Przecież nikt nie wygłasza przemówień i ogłoszeń tak rano…
- Może chodzi o to, że Philip zniknął… - odpowiedziała, wzruszając ramionami. Widać nie tylko my zauważyliśmy jego nieobecność, z tą różnicą, że nas to interesowało, a Sophie sprawiała wrażenie osoby, którą obchodzi to tyle co zeszłoroczny śnieg. Zaraz okazało się, że dziewczyna miała rację, ponieważ profesor odkaszlnął teatralnie, by zwrócić na siebie uwagę, i powiedział:
- Drogie uczennice, drodzy uczniowie! Tym, którzy jeszcze nie wiedzą, chcę powiedzieć, że wasz kolega, Philip Jeffrey zaginął – po sali rozeszły się nerwowe poszeptywania i ogólne przejęcie. – Zarówno wy wiecie, jaki i ja wiem, że to do prefekta Krukonów nie podobne. Mimo wszystko nie robiłbym takiego szumu w tej sprawie, gdyby nie pewien anonim, który został mi dziś rano podrzucony do gabinetu...I którego treści nie poznacie. Jeśli którekolwiek z was go zobaczy, niech natychmiast mi o tym powie. Mam pewne podejrzenia odnośnie tego, co się z nim stało, lecz na razie jest zbyt wcześnie, aby o tym mówić głośno. W tej chwili mogę wam powiedzieć tylko jedno: uważajcie na siebie i nie wychodźcie wieczorami sami. To wszystko. Smacznego!  - zaczęliśmy jeść, a wielu zaintrygowanych słowami dyrektora uczniów, spekulowało jeszcze długo odnośnie tego, co mógł mieć na myśli profesor. My oczywiście też o tym rozmawialiśmy, ale później, na osobności... Przez to wszystko całkowicie przeszedł mi apetyt na jedzenie. Nie była w stanie nic w siebie wepchać, tylko wypiłam szklankę soku dyniowego. Nic więcej. Ivanne, wciąż twierdząc, że "się odchudza", skapnęła tylko trochę dyniowych pasztecików. Damon natomiast miał na talerzu po trochę wszystkiego, przez co już nawet nie można było rozróżnić, co jest czym. Cały Smith... Jemu apetyt zawsze dopisywał. W końcu nadszedł czas na sowią pocztę.  Do Wielkiej  Sali wleciało chyba ze sto sów najróżniej upierzone. Do mnie podleciał moja ukochana uszatka, Hermia, z małą paczką w dziobie. Upuściła mi ją na wyciągnięte dłonie, po czym usiadła przede mną na stole i spojrzeniem dała mi znać, że oczekuje „zapłaty”. Położyłam sobie przesyłkę na kolana i zajęłam się moim maleństwem.
- No masz, już masz – powiedziałam, podając jej kawałek chleba jedną ręką, a drugą głaszcząc po główce. Hermia zahuczała zadowolona, po czym wzbiła się w powietrze i odleciała do sowiarnii. Zabrałam się za otwieranie paczki od rodziców (bo kto inny mógł to przysłać?). W tym samym czasie przyleciały  również sowy dla Damona i Ivanne.
- Co to za gazeta, Iv? – spytał chłopak, dobierając się do swojej paczki z babeczkami domowej roboty. – Częstujcie się – powiedział, podsuwając nam pudełeczko. To był jedyny plus pani Katheriny Smith - umiała doskonale piec.
- To, drogi Damonie, jest „Nastolatka”, moja ulubiony magazyn – powiedział Ivanne, częstując się wypiekiem mamy przyjaciela.
- Jakieś babsko – mugolskie pisemko? – spytał, posyłając jej zadziorny uśmiech i jednocześnie uchylając się przed „śmiercionośnym” ciosem "babsko – mugolskim pismem".
- Może i jest mugolskie, ale jakie ciekawe! Odkryłam je będąc u wujka w Londynie, a co to za paczka, Eleno? – zainteresowała się Ivanne, posyłając wciąż śmiejącemu się Damonowi lekkiego kuksańca w brzuch.
- Jaka paczka? Ach, to – zaczęłam, wyrwana z zamyślenia. – Nie otworzyłam jej jeszcze do końca, czekaj…  - powiedziałam, rozrywając kawałek papieru, w który owinięta była jej zawartość. – To jakiś list i … naszyjnik? – zdziwiłam się. Zaczęłam obracać między palcami  srebrne, wysadzane niebieskimi klejnocikami cudeńko. Zdawał się być bardzo stary, lecz nadal piękny. – Jestem w szoku, przez całe cztery lata nauki rodzice nie przysyłali mi nigdy biżuterii, nawet na urodziny. No może raz kiedyś na Gwiazdkę, ale to się chyba nie liczy, bo to był jakiś aurorski gadżet…
- Może to też jakiś „aurorski gadżet”? – podsunął Damon, spoglądając z zaciekawieniem na naszyjnik.
- Wygląda raczej niewinnie… Ale jest śliczny! – oznajmiłam, nakładając go na szyję.
- Wygląda jak stworzony specjalnie dla ciebie. Wyglądasz w nim pięknie, nawet te klejnociki są w kolorze twoich oczu. Rodzice się postarali – zachwycała się Ivanne. Uśmiechnęłam się do niej, po czym otworzyłam dołączoną do wisiorka kopertę i zaczęłam czytać:

„Droga Eleno!
Być może ta wiadomość okaże ci się dziwna, ponieważ tam, w Hogwarcie zapewne wszystko wydaje się być w porządku, lecz niestety są to złudne odczucia. Ja i twój tata dostaliśmy właśnie wiadomość, że Neymar Berrge znów jest na wolności. Wiarygodne źródła donoszą, że może on kręcić się w okolicach szkoły, chyba że już tam jest. Pamiętaj, iż jest on wielce niebezpiecznym, parającym się czarną magią szaleńcem, który postawił sobie za cel zlikwidować każdego, kto jest mu przeszkodą na drodze do celu. Gdyby coś podejrzanego miało miejsce w Hogwarcie, od razu wyślij nam sowę. 
                                                                                                                                    Mama
PS  Powierzam ci amulet florijski. Używaj go mądrze i zawsze miej przy sobie.”
- Co to amulet florijski? – spytała, zaglądająca mi przez ramię Ivanne.
- Sama nie wiem… - odparłam.
- Ja wiem – zaczął Damon, a my wbiłyśmy w niego zaciekawione spojrzenia. – To taki medalion, który ochrania właściciela przed czarno magicznymi zaklęciami. Ale ma też inne zastosowanie… Dzięki niemu możesz zmienić się w dowolną osobę, na jak długo chcesz – wytłumaczył, nie przestając jeść.       
- To trochę jak eliksir wieloskokowy, nie?  - spytała Ivanne.
- Nie do końca. Eliksir wieloskokowy bardzo długo się waży, działa tylko godzinę, a do jego stworzenia potrzebna jest cząstka tego, w kogo chcemy się zmienić, a posiadacz amuletu florijskiego może się przemienić w dowolnej chwili i na dowolny okres czasu – wyjaśnił Damon. Jego błękitne oczy lśniły ekscytacją. - Tylko pomyśl, do czego możesz go wykorzystać...                                               
- No nieźle – stwierdziłam, popijając sok. - Może się przydać, jak znów będę podkradała coś Slughornowi.
- Witaj, piękna – odezwał się nagle jakiś męski głos za moimi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego od ucha do uch Cedrica.
- Cześć – przywitałam się, odwzajemniając natychmiast uśmiech. – Czemu nie siedzisz z resztą?
- Bo chciałem cię zobaczyć – odparł czarująco. – Hej! – przywitał się z Ivanne i Damonem.
- Cześć – odpowiedzieli chórem, z tą różnicą, że głos Ivanne był pewien entuzjazmu, a Damona raczej mrukliwy. Chyba nie przepadał za Cedricem…
- O, słodki jesteś. Siadaj do nas, jest tu trochę miejsca – zaproponowałam.
- Jeśli twoi przyjaciele nie mają nic przeciwko, to chętnie… - w tym momencie spojrzał na Ivanne i Damona w oczekiwaniu na przyzwolenie.
- Jasne… Siadaj – rzucił Damon i nawet posłał Cedricowi słaby uśmiech. Bo to chyba miał być uśmiech... Tak czy inaczej, Smith teraz wyglądał bardziej, jakby coś go bolało, niż jakby rzeczywiście cieszył się na widok Ceda. Co jak co, ale marny z niego aktor.
- Dzięki – usiadł między mną a Ivanne, po czym objął mnie ramieniem i pocałował w policzek. Jeny... Ced naprawdę wziął sobie do serca naszą wczorajszą rozmowę o flirtowaniu. Poczułam motylki w brzuchu. Cedric szepnął mi coś do ucha. Zachichotałam, a Damon wywrócił oczami. – Jaki piękny wisior, pasuje do ciebie – pochwalił nagle Cedric.
- Dziękuję, też mi się podoba – odpowiedziałam, uśmiechając się. Mój przyjaciel wstał nagle od stołu i bez słowa odszedł w stronę drzwi.
- Co go ugryzło? – spytał Cedric, odprowadzając go ciekawskim spojrzeniem.
- No właśnie, o co mu chodzi? Może ty wiesz, Ivanne?
- Będzie lepiej, jeśli ty go o to spytasz – stwierdziła, rzucając mi wymowne spojrzenie. – Ja też już się najadłam… Do zobaczenia na lekcjach – pożegnała się i pobiegła za Damonem.

Meridiane Falori ^^^
Jak wam się podobało? Wiem, słabe, ale obiecuję, potem będzie lepiej ;) Słowo Ślizgonki :D
PS Nowego rozdziału możecie się spodziewac za 2 - 3 tygodnie, bo wyjeżdżam ;*

sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział 3 : Cedric Whiteford

- Szybciej, Eleno! Dobrze wiesz, że jeśli spóźnimy się na eliksiry, Slughorn da nam dodatkową pracę domową! Nie chcę spędzić wieczoru, mieszając w kociołku – poganiała mnie Ivanne.
- No przecież już idę! Nie mogę pozwolić, żeby Cedric Whiteford zobaczył mnie taką potarganą! – odpowiedziałam, przeczesując pośpiesznie szczotką moje długie blond włosy. – Gotowa!
- No nareszcie! Idziemy – zakomenderowała, przestraszona wizją karnej pracy domowej przyjaciółka. Wyszłyśmy przez wielkie, drewniane drzwi z pokoju wspólnego i zbiegłyśmy po schodach północnej wieży, w której to znajdował się salon Ravenclaw, rozwodząc się przy tym nad pięknymi oczami Cedrica.
- Mówię ci, nigdy nie widziałam piękniejszych, zielonych oczu! – westchnęłam.
- Idealnie pasują do tej jego brązowej czupryny! – zachwycała się Ivanne, wymachując kociołkiem, w którym miała podręcznik i różdżkę.
- I to jak! – przyznałam. – A tak zmieniając temat, nie wiem czemu, aż tak przejmujesz się tymi eliksirami, to dopiero pierwszy dzień szkoły, zaledwie wczoraj było rozpoczęcie roku, na pewno nic nam nie zada…
- No nie wiem, Eleno… Ty jakoś sobie radzisz na lekcjach Slughorna, ale ja nie…  Eleno? Co to za uśmiech? Zawsze masz taki, kiedy coś kombinujesz…
- Słyszałam od Kate Pirsone, że wpadłaś w oko Scottowi Kennediemu, wiesz temu wysportowanemu blondynowi od Gryfonów, bliźniakowi Cristal. Zawsze możesz go poprosić o pomoc... – powiedziałam, uśmiechając się zadziornie. - Douczanie nie jest złe...
- Serio? – ożywiła się nagle Ivanne. Moja przyjaciółka uważała Cedrica za nieziemsko przystojnego, ale to w Scotcie była zakochana po uszy. - Tak się cieszę! - pisnęła, ciesząc się jak dziecko, niestety szybko spoważniała. - A co jeśli Kate żartowała? Może tak naprawdę nie jestem w jego typie… - zaczęła desperować, wymachując nerwowo kociołkiem. W końcu rozkołysała go tak mocno, że wypadła jej z niego różdżka i poturlała się po schodach, prowadzących do lochu. – O nie! – pisnęła Ivanne i pobiegła szybko za nią.

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 2 : Nowy rok czas zacząć

Gdy całą trójką przekroczyliśmy próg Wielkiej Sali, przywitał nas znajomy harmider. Głośnych rozmów i śmiechów uczniów, widzących się w znacznej większości po raz pierwszy od czerwca, zdawało się nie być końca. Każdy każdemu opowiadał w najdrobniejszych szczegółach, jak spędził wakacje i jakich 
dziwnych mugoli spotkał w międzyczasie.  Kiedy w końcu udało nam się przedrzeć przez tłum Puchonów, tarasujących przejście między stołami Hufflepuffu a Ravenclaw, już nic nie stało na przeszkodzie, żebyśmy mogli usiąść... no powiedzmy "spokojnie".
- Jak mi tego brakowało - mruknął Damon, krzywiąc się lekko od hałasu.
- Oj, nie narzekaj - Ivanne machnęła lekceważąco ręką. - Zachowujesz się jak dziadek - skarciła go po chwili ze śmiechem.
- Nie moja wina, że w moim domu zawsze panuje grobowa cisza, niczym w kostnicy - dosłownie i w przenośni - i jakoś jestem lekko nie przystosowany do tych wrzasków - odparł jej z krzywym uśmieszkiem Smith.
- Nie przesadzaj, na pewno nie jest tak źle... - rzuciłam w stronę Damona, posyłając jakby "pokrzepiający" uśmiech. Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że z nędznym efektem.
- Naprawdę? - chłopak uniósł wysoko brwi. - Kiedyś, gdy się pokłóciłem z rodzicami, przez tydzień nikt do nikogo się nie odzywał. Oni nie rozmawiali ze mną, ja z nimi, a potem i matka z ojcem wzajemnie przestali do siebie mówić, po tym jak całą noc kłócili się, kto mnie tak źle wychował -odparł, siląc się na nonszalancki ton. - Mam już ambitny plan, żeby wybudować sobie szałas na szkolnych błoniach, aby nie musieć już wracać do tego wariatkowa.
- Nie przejmuj się tym teraz - próbowałam go pocieszyć. - Przed tobą jeszcze jakieś dziesięć miesięcy spokoju. Nie myśl o tym teraz - nakryłam jego dłoń swoją i uśmiechnęłam się przyjaźnie. Damon odwzajemnił uśmiech, choć z początku niepewnie.
- Czekaj, dziesięć miesięcy? - Ivanne zmarszczyła brwi. - A co z przerwą świąteczną?
- Moja rodzina nie obchodzi świąt, więc ani ja, ani rodzice nie odczuwamy potrzeby, abym wracał do domu "w ten szczególny" dla wszystkich, tylko nie dla nas, czas - wyjaśnił jej chłopak. - Przecież przyjaźnimy się już tyle lat, mówiłem ci o tym!
- No wiesz... Zawsze mi to jakoś umykało... - odparła mu Ivanne, rumieniąc się aż po końcówki włosów.
- Jak byłaś zajęta Scottem, to się nie dziwię, że ci umknęło - mruknęłam cicho pod nosem, wymieniając z Damonem rozbawione spojrzenia. 


piątek, 20 czerwca 2014

FANPAGE CZTERECH ŻYWIOŁÓW JUŻ JEST NA FB

Witajcie, ponownie! :D
Zachęcam do lajkowania fanowskiej strony czterech żywiołów ;) CIEKAWOSTKI, ZDJĘCIA, INFORMACJE O ROZDZIAŁACH :) Jeśli lubicie czytać POFE i nie wstydzicie się tego przed znajomymi, zachęcam do polubienia :)

FANPAGE TAJEMNICY DARK HIGH NA JUŻ FB

Witajcie, moi kochani! :DDD
Postanowiłam założyć stronę na facebooku dla czytników Tajemnicy Dark High.
Nie zrobiłam tego, aby bawić się w jakiegoś fejma, ale żeby publikować tam różne ciekawostki o bohaterach, których nie znajdziecie w rozdziałach, dodatkowe zdjęcia, muzykę, informacje o rozdziałach. Będą tam także co jakiś czas różne gry dla umilenia czasu. Zachęcam do lajkowania,  jeśli czytacie TDH, chyba że się wstydzicie przed znajomymi na fejsie hahaha No, widać, gdzie trzeba kliknąć, żeby was na fanpage'a przeniosło :**  [Kliknij tutaj]

Meridiane Falori